Skontaktuj się z nami

Hej, czego szukasz?

161 CREW

Świat

Anarchizm: ostatnia nadzieja dla środowiska

Co pozostaje ekologom w obliczu państwa, które nigdy nie rozwiąże problemu chaosu klimatycznego, i jego przemocy, której siła nie jest dziś w stanie obalić?

Mit, że państwo służy interesowi publicznemu, pęka w szwach. Widząc, jak państwo uparcie broni projektów tak katastrofalnych dla gospodarki i środowiska, jak autostrada A69, i będąc świadkami, jak policja stosuje przemoc wobec przeciwników ekobójczych projektów prywatnych megazbiorników, coraz więcej aktywistów ekologicznych traci złudzenia.

Dla obywateli, którzy nagle uczą się „opłakiwać państwo”, seria esejów i książek opublikowanych w ostatnich miesiącach przyczyniła się do odkurzenia hipotezy co by było, gdyby było to możliwe.

Ta idea, leżąca u podstaw myślenia anarchistycznego od dwóch stuleci, powraca dziś z impetem, biorąc pod uwagę oczywisty impas innych możliwych ścieżek. Z jednej strony droga reformistyczna, czyli socjaldemokratyczny projekt reformowania kapitalizmu od wewnątrz, aby uczynić go społecznie i ekologicznie opłacalnym, jest „podwójnie martwa, podwójnie zombie”, jak podsumowuje Alessandro Pignocchi w swojej fascynującej książce Perspectives terrestres (Seuil, 2025).

Autor dodaje, że kryzys ekologiczny „zmiata filantropijne przekonanie leżące u podstaw projektu socjaldemokratycznego” o możliwym nieskończonym wzroście gospodarczym, który obiecywał poprawę sytuacji wszystkich klas społecznych w ramach systemu kapitalistycznego. Świadomość, że kryzys ten jest spowodowany właśnie przez struktury gospodarcze zapewniające dominację klasy rządzącej, radykalizuje inne klasy społeczne. Elita kapitalistyczna dokręca śrubę, aby chronić swój chwiejny model, sprawiając, że wszelkie perspektywy kompromisu socjaldemokratycznego stają się nieaktualne.

Z drugiej strony perspektywa rewolucyjna nie jest wcale lepsza. Dotychczasowe doświadczenia ujawniły dwie symetryczne pułapki: obalenie rządzącej władzy wymaga porównywalnej siły zbrojnej, która, jeśli jest niewystarczająca, grozi tak brutalnym zniszczeniem, jak Komuna Paryska w 1871 roku. Gdy okazuje się wystarczająca, grozi to doprowadzeniem do „zjawiska przejęcia”, co oznacza, że nowa władza służy wyłącznie własnym interesom, jak miało to miejsce w ZSRR, maoistowskich Chinach i po arabskiej wiośnie.

Państwo, którego nie można zreformować ani obalić

Obserwację tego podwójnego impasu, państwa, którego nie można ani zreformować, ani obalić, podziela irlandzki filozof John Holloway, którego najnowsza książka została właśnie przetłumaczona na język francuski: Penser l’espoir en des temps désespérés (Myśleć o nadziei w czasach rozpaczy, Libertalia, 2025). Dodaje on tę ostateczną analizę: państwo z samej swojej natury służy kapitalizmowi, a próby uczynienia z niego sojusznika są całkowitą stratą czasu. Wyjaśnia, że współczesne państwo przetrwało tylko dzięki podatkom, które nakłada na akumulację kapitału. Jego misja i przetrwanie są zatem nierozerwalnie związane z nienasyconą żądzą akumulacji kapitalistów.

John Holloway rozwija argumentację, która wpisuje się w długą tradycję analiz myślicieli zajmujących się „państwem kapitalistycznym”, jasno podsumowaną już przez amerykańskiego socjologa Erika Olina Wrighta (Anti-Capitalist Strategies for the 21st Century, La Découverte, 2020). Wyjaśnia on, że historycznie rzecz biorąc, państwo można opisać jako formę instytucjonalną, która została wprowadzona w celu zapewnienia reprodukcji kapitału: „rządy prawa” gwarantują nienaruszalność własności prywatnej – w dużej mierze pochodzącej z przywłaszczenia dóbr wspólnych, kolonizacji oraz wyzysku pracowników i przyrody – oraz jej kapitalistyczny rozwój w ramach rynku.

Komuna Paryska zakończyła się masakrą komunardów przez armię wersalską. Według Félixa Philippoteaux (1815-1884), domena publiczna

Ponadto mechanizmy rekrutacji elit państwowych tworzą uprzywilejowaną kastę i zbieżność interesów między nimi a elitami kapitalistycznymi, ze szkodą dla interesu ogólnego. Stwierdzenie, że dynamika polityczna ostatnich lat stanowi podatny grunt dla tego typu analizy, jest niedopowiedzeniem. Jesteśmy świadkami wzrostu „nieliberalizmu” we Francji i wielu innych tak zwanych demokratycznych państwach, napędzanego propagandą medialną skrajnie prawicowych miliarderów. Po drugiej stronie Atlantyku kapitalistyczni baronowie amerykańskiej technologii otwarcie sprzymierzają się z protofaszystowską władzą Donalda Trumpa.

Wszystko to potwierdza tezę, że państwa kapitalistyczne stają się coraz bardziej autorytarne, ponieważ niedobór zasobów naturalnych i kryzysy spowodowane zmianami klimatycznymi sprawiają, że rządzenie populacjami staje się coraz bardziej niepewne.

Powrót do lokalności

Co zatem można zrobić? Autorzy sugerują konkurowanie z państwem poprzez budowanie lokalnych korzeni i lokalnych walk. Z perspektywy strategicznej jest to przede wszystkim dążenie do autonomii: rozwój lokalnego rolnictwa subsydiowanego i odzyskanie wiedzy technicznej w celu zmniejszenia zależności od państwa jest warunkiem koniecznym do przeciwstawienia się mu.

„Autonomia materialna i autonomia polityczna wzajemnie się wzmacniają” – podsumowuje Pignocchi. Jego zdaniem „wyzwolenie terytoriów jest zatem pierwszym warunkiem” przejścia do tego, co nazywa „perspektywami ziemskimi”. Mianowicie projektu politycznego opartego na lokalnej autonomii i odnowieniu więzi z istotami innymi niż ludzie.

Zaletą tego podejścia jest jego szeroki potencjał mobilizowania ludzi do wspólnej walki opartej na miłości do ziemi, odkrywaniu na nowo silnych i radosnych emocji związanych z żywymi istotami oraz wartościach szacunku, troski i współistnienia między gatunkami i między ludźmi. Umieszcza ono tę dynamikę na przeciwnym biegunie spektrum w stosunku do reakcyjnego lokalizmu.

W praktyce strategia ta sprawdza się, a nawet staje się coraz bardziej powszechna. Tak opisuje to dziennikarka Juliette Duquesne w swoim kompleksowym dochodzeniu Autonomes et solidaires pour le vivant, S’organiser sans l’autorité de l’État (Le Bord de l’eau, 2025). Od francuskich ZAD (Zone à Défendre) w Notre-Dame-des-Landes (Loire-Atlantique) i Les Lentillères (Dijon) po długoletnie doświadczenia Longo Maï, Zapatystów z Chiapas w Meksyku i Kurdów z Rożawy, między innymi, udokumentowała i przeanalizowała liczne doświadczenia związane z walką. Jej teza: warunki zwycięstwa są złożone i wymagają ciągłego odkrywania na nowo, ale organizacja bez państwa jest możliwa.

Jak wskazuje, anarchizm już w przeszłości udowodnił swoją zdolność do organizacji na dużą skalę, przypominając mało znany hiszpański eksperyment z 1936 r., „często pomijany w podręcznikach historii, ponieważ był dyskredytowany przez kapitalistów i komunistów”. Juliette Duquesne podsumowuje, że od lipca 1936 r. do wiosny 1937 r. 3 miliony ludzi w Katalonii i Aragonii na nowo wymyśliło życie zbiorowe bez państwa: kolektywizację działalności gospodarczej, samozarządzające się systemy edukacji i opieki zdrowotnej, społeczności z lokalnymi walutami, a inne całkowicie znoszące pieniądze. Unikalny dla ówczesnej Hiszpanii kontekst kulturowy, społeczny, anarchosyndykalistyczny i polityczny pozwolił na tak bogate eksperymenty, zanim wojna domowa, a następnie frankizm doprowadziły tę przygodę do tragicznego końca.

Wśród mniej znanych osiągnięć warto również wspomnieć o Machnowszczyźnie, anarchistycznej Ukrainie w latach 1917–1921. Zwycięstwa „Czarnej Armii”, partyzanckiej siły chłopskiej i robotniczej, nad siłami reakcyjnymi umożliwiły utworzenie gmin rolniczych w całym kraju. Brak zasobów wojskowych i represje sowieckie położyły kres temu wielkoskalowemu eksperymentowi libertariańskiemu i egalitarnemu.

Anita Garbín Alonso, antyfaszystka i anarchistka, członkini milicji w Barcelonie w 1936 r. Antoni Campañà i Bandranas, domena publiczna

Emancypacja ekologiczna i społeczna może działać lokalnie, ale czy można ją uogólnić? „Wyobrażanie sobie, że możemy powstrzymać spustoszenia spowodowane akumulacją poprzez zwielokrotnienie liczby ZAD, jest prawdopodobnie równie poważne, jak myślenie, że możemy powstrzymać globalne ocieplenie poprzez gromadzenie drobnych gestów” – zauważyła organizacja The Earth Uprisings (Les Soulèvements de la Terre) w swojej strategicznej pracy Premières secousses (Pierwsze wstrząsy, La Fabrique, 2024) . „Chyba że” – kontynuują – „połączymy wszystkie elementy”. Jest to idea, do której zmierzają wszyscy wspomniani autorzy: „terytoria wyzwolone” spod władzy państwa, nawet częściowo, jeśli się pomnożą i zjednoczą, mogą osiągnąć masę krytyczną wystarczającą do konkurowania z suwerenną władzą państwa lub przynajmniej do jej osłabienia.

Kairos

Dla Alessandro Pignocchi chodzi o „przekłucie” państwa autonomicznymi terytoriami, o „stopniowe budowanie czegoś równoległego do kapitalizmu”, zjednoczonego w ramach „ziemskiego internacjonalizmu”. Juliette Duquesne pisze, że „zarażenie musi rozprzestrzeniać się poprzez działanie kapilarne”, tak aby „państwo i kapitalizm stawały się coraz bardziej marginalizowane”, aż osiągną „próg”, który pozwoli na punkt zwrotny. Innymi słowy: wyjście z kapitalizmu i wejście w prawdziwą demokrację.

Oczywiście państwo nie pozwoli się atakować bez reakcji: najlepszym przykładem jest brutalna represja wobec ZAD w Notre-Dame-des-Landes. Ale paradoksalnie jest to również dowód, że zwycięstwo jest możliwe, jeśli anarchistyczni aktywiści potrafią wykorzystać kairos, czyli sprzyjające okoliczności.

Jest to druga istotna dźwignia strategiczna. Pignocchi, Duquesne i Wright zgadzają się z wnioskiem wyciągniętym przez Earth Uprisings: osiągnięcie autonomii poza państwem wymaga sojuszników w państwie. Konieczne jest zhybrydyzowanie państwa, poleganie na urzędnikach państwowych lub wybranych urzędnikach, którzy sympatyzują z tą sprawą, oraz wykorzystanie zwycięstw wyborczych najmniej wrogich sił politycznych, aby uzyskać przewagę w podboju terytoriów.

Zadanie to wydaje się jednak monumentalne. Może budzić sceptycyzm, biorąc pod uwagę, że ekologiczno-anarchistyczne i zrównoważone obalenie państwa kapitalistycznego nigdy nie miało miejsca w historii. Aby uniknąć pułapki zniechęcenia, John Holloway podkreśla, że państwo kapitalistyczne jest kolosem na glinianych nogach. W swojej długiej i niekiedy złożonej pracy filozof na nowo interpretuje marksistowską teorię wewnętrznych sprzeczności kapitalizmu. Nienasycona potrzeba akumulacji kapitalizmu skłania go do przekształcania wszystkiego w towary, a ostatecznie w pieniądze. Jednak ta potrzeba coraz intensywniejszego wyzyskiwania ludzi i przyrody napotyka obecnie fizyczne ograniczenia, o czym świadczy kryzys ekologiczny.

Upadek kolumny Vendôme z posągiem Napoleona I podczas Komuny Paryskiej, litografia z 1871 r., domena publiczna

W ostatnich dziesięcioleciach potrzeba ciągłej akumulacji, niezbędna do zapobieżenia upadkowi systemu, była częściowo zaspokajana pustymi obietnicami. Autor wyjaśnia, że nie mogąc znaleźć wystarczających „zasobów” ludzkich i naturalnych do eksploatacji, elity zgromadziły „fikcyjny kapitał” poprzez masową emisję pieniądza pochodzącego z tworzenia długu.

Dzisiejszy kapitalizm znajduje się w takiej samej sytuacji jak kojot z kreskówki, który już dawno przekroczył krawędź klifu, biegnie nad przepaścią i musi biec dalej, aby nie spaść.

Likwidacja zdobyczy socjalnych, przemoc policyjna, otwarte konflikty: wszystko to jest desperacką próbą zmuszania pracowników do pracy i zwiększania marż zysku. Jednak, jak pisze John Holloway, nasza nadzieja leży właśnie w tym: w uświadomieniu sobie, że to nasza odmowa zaakceptowania całkowitej komercjalizacji, nasze przepełnione witalnością pragnienia powstrzymują i przerażają kapitalizm. Globalna finansjera, narażona na coraz intensywniejsze „zawały serca”, takie jak kryzys finansowy z 2008 roku, może ostatecznie ulec kolejnemu.

Autor konkluduje: „Nie jesteśmy ofiarami kryzysu, ale jego protagonistami: naszym oporem i buntem, naszą niesubordynacją i niepodporządkowaniem, naszą odmową bycia robotami. To właśnie nieustannie niepokoi kapitał. W tych desperackich czasach jest to nasza nadzieja”. Wzywa do odważnego przyjęcia radykalnych ambicji: myślenia i działania na rzecz świata bez kapitału, a zatem bez pieniędzy. Tym, którzy postrzegają te projekty jako nierealne lub zbyt odległe utopie, współcześni autorzy anarchistyczni przyznają, że droga, którą wytyczają, jest daleka od jasności, a ich horyzont kształtuje się w miarę postępów.

Twierdzą jednak, że ich walka ma tę zaletę, że jest bardzo konkretna, ponieważ każdy musi zacząć od podjęcia działań na swoim terytorium, aby bronić swojego lasu, swojej godności w pracy lub swojej wody pitnej, tu i teraz. Tłumaczenie maszynowe. Zdjęcie u góry: Owca-piratka jako znak pasterza w stadzie Longo Maï. Sébastien Thébault / Wikimedia Commons

Tłumaczenie


Strona ma charakter tylko i wyłącznie informacyjny. Nie namawiamy nikogo do łamania prawa.