Skontaktuj się z nami

Hej, czego szukasz?

161 CREW

Historia

Stare i Nowe w Anarchizmie – Piotr Arszinow

Odpowiedź towarzyszowi Malateście

„Dieło Truda”, nr 36, maj 1928 r., s. 4–11.

Wstęp Tłumacza

Początkowo planowałem przetłumaczyć całość tekstu na język polski na podstawie angielskiej wersji Nicka Heatha, wykonanej z wersji francuskiej („The Old and New in Anarchism”). W trakcie pracy natrafiłem jednak na liczne nieścisłości językowe i historyczne, które zniechęciły mnie do korzystania z tego przekładu jako podstawy polskiej wersji.

Już we wstępie Heath podaje, że oryginalny tekst Arszinowa ukazał się w czasopiśmie Dieło Truda w numerze 30. Po sprawdzeniu zachowanych skanów okazało się jednak, że tekst został opublikowany w rzeczywistości w numerze 36. Numer 30–31 ukazał się bowiem w listopadzie i grudniu 1927 roku, a więc około pół roku przed majem 1928 roku, kiedy Arszinow opublikował swoją odpowiedź Malateście.

Idąc tropem tych nieścisłości, postanowiłem spróbować przetłumaczyć polemikę Arszinowa bezpośrednio ze skanu rosyjskiego pierwodruku. Zrezygnowałem więc z łatwiejszej do wykorzystania wersji angielskiej, która — jak wspomniałem — została przełożona z wersji francuskiej. Sam fakt, że tekst dociera do polskiego czytelnika przez kolejne przekłady, zwiększa ryzyko przesunięć znaczeniowych, uproszczeń i zmian stylistycznych.

Bezpośrednia praca z rosyjskim oryginałem potwierdziła, że jego sens i brzmienie w kilku miejscach różnią się od tego, co otrzymałbym, opierając się wyłącznie na wersji Heatha.

Zachęcam do odwiedzenia Internet Archive, gdzie udostępniono publicznie skany 107 numerów oryginalnego czasopisma Dieło Truda, obejmujących lata 1925–1939. Dla mnie jest to niepowtarzalna okazja, by zapoznać się z tekstami i ideami publikowanymi sto lat temu bezpośrednio przez uczestników oraz praktyków rewolucyjnego ruchu anarchistycznego.


Ale dlaczego właściwie wracam do tego tekstu właśnie teraz, w 2026 roku?

Widzę ku temu dwa powody. Pierwszy jest prosty: mija dokładnie sto lat od publikacji Platformy Organizacyjnej Ogólnego Związku Anarchistów — projektu, współtworzonej przez Piotra Arszinowa i środowisko Dieło Truda. To właśnie tej propozycji organizacyjnej Arszinow broni w swojej polemice z Malatestą.

Platforma Organizacyjna była próbą odpowiedzi na problem, którego anarchiści nie rozwiązali ani wtedy, ani — moim zdaniem — do końca nie rozwiązali także dzisiaj. Jej autorzy wychodzili z prostego założenia: jeśli anarchizm ma realnie wpływać na bieg wydarzeń, nie może pozostawać zbiorem rozproszonych grup, pojedyńczych inicjatyw i dobrych intencji. Potrzebuje własnej, trwałej organizacji zdolnej łączyć ludzi wokół wspólnego programu i przekuwać idee w konsekwentne działanie.

Dlatego Platforma proponowała stworzenie Ogólnego Związku Anarchistów — federacji, która nie miałaby być luźnym klubem ludzi spotykających się od czasu do czasu, lecz narzędziem wspólnej walki i wspólnej pracy politycznej. Jej sens nie polegał na samym istnieniu kolejnej organizacyjnej nazwy. Chodziło o to, by anarchiści przestali za każdym razem zaczynać od zera: żeby potrafili zachować ciągłość, wypracować wspólną orientację, uczyć się na własnych doświadczeniach i działać wystarczająco długo, aby ludzie spoza ich środowiska mogli naprawdę zobaczyć skuteczność anarchistycznych metod.

To nie był gotowy projekt całego przyszłego świata. Była to przede wszystkim propozycja, by anarchiści przestali budzić się wyłącznie wtedy, gdy wszystko już się rozpada, ale nauczyli się działać wspólnie także, gdy trzeba coś utrzymać, zorganizować i obronić.

Drugi powód jest bardziej osobisty. Polemika Arszinowa zrobiła na mnie ogromne wrażenie, ponieważ nie jest głosem człowieka, który teoretyzuje o rewolucji z bezpiecznej odległości. Arszinow był jej uczestnikiem i świadkiem. Podobnie jak inni ludzie skupieni wokół Dieło Truda, miał za sobą doświadczenie rewolucji, wojny domowej, Machnowszczyzny, represji i emigracji. Nie pisał więc o organizacji dlatego, że podobały mu się schematy, komisje czy abstrakcyjne zasady. Pisał o niej, ponieważ widział, co dzieje się z ruchem, który potrafi wzniecić ogromną energię, lecz nie umie utrzymać własnych struktur, wspólnego kierunku ani ciągłości działania.

Arszinow stawia przy tym tezę bardzo niewygodną, ale moim zdaniem trafną. Nie sprowadza porażki anarchistów w rewolucji rosyjskiej wyłącznie do bolszewickich represji, choć nie zaprzecza ich znaczeniu. Bolszewicy rzeczywiście tłumili niezależne ruchy, więzili anarchistów i niszczyli każdą formę autonomii, której nie dało się podporządkować partyjnemu aparatowi. Jednak według Arszinowa represje te nie wyjaśniają wszystkiego. Jedną z zasadniczych przyczyn klęski anarchistów była również ich własna słabość: rozproszenie, brak trwałej organizacji, brak wspólnego programu oraz niezdolność do przedstawienia masom jasnej i praktycznej odpowiedzi na problemy rewolucji.

To nie znaczy, że anarchistów w Rosji i Ukrainie było niewielu ani że byli oni nieobecni w rewolucji. Przeciwnie: byli aktywni w wielu miejscach, uczestniczyli w walkach, propagandzie, organizowaniu życia społecznego i ruchach oddolnych. Problem polegał na tym, że jako ruch nie potrafili dostatecznie dobrze połączyć tych wysiłków.

W chwili, gdy rewolucja przestała być wyłącznie walką z dawnym porządkiem, a zaczęła stawiać pytanie o organizowanie nowego życia społecznego, anarchiści — jak pisał Arszinow — znaleźli się poza „fazą twórczego budowania”, a wraz z nią poza masami. Jego zdaniem nie był to przypadek, lecz skutek organizacyjnej bezsilności ruchu. Nie potrafił on przedstawić masom trwałego programu społecznego i politycznego, stworzyć stabilnej organizacji ani prowadzić spójnej działalności praktycznej.

Można oczywiście spierać się z częścią jego ocen, a sama Platforma od początku wywoływała poważne kontrowersje. Malatesta nie bez powodu obawiał się, że zbyt zwarta organizacja może z czasem zacząć przypominać małą partię lub tworzyć zalążek nowej hierarchii. Ale Arszinow odpowiadał na ten lęk pytaniem równie ważnym: co dzieje się wtedy, gdy anarchiści ze strachu przed każdą trwałą strukturą rezygnują także ze wspólnego programu, wspólnych ustaleń i wzajemnej odpowiedzialności?

Dla mnie odpowiedź Arszinowa jest przekonująca. Bez poważnej, federalistycznej organizacji anarchiści mogą tworzyć wartościowe inicjatywy, lecz zbyt łatwo pozostają rozproszeni, krótkotrwali i bezsilni wobec instytucji, które już są dobrze zorganizowane: państw, partii, armii i kapitału. Nie chodzi o budowanie anarchistycznej miniatury państwa. Chodzi o to, by idee wolności potrafiły przetrwać pierwszy kryzys, łączyć ludzi w działaniu i wywierać rzeczywisty wpływ na życie społeczne.

O tym właśnie mówi polemika Arszinowa. Nie daje prostej recepty ani nie zwalnia nas z myślenia. Przypomina jednak, że jeśli anarchizm ma być czymś więcej niż słuszną krytyką świata, musi również umieć organizować własną siłę — oddolnie, federalistycznie i bez tworzenia nowej władzy nad ludźmi. Dlatego argumenty Arszinowa, sformułowane niemal sto lat temu, nadal wydają mi się nie tylko interesujące, ale przede wszystkim pilne.


Stare i Nowe w Anarchizmie – Piotr Arszinow

Najpierw w genewskim organie anarchistycznym „Le Réveil”, a następnie w osobnej broszurze w języku francuskim ukazał się artykuł tow. E. Malatesty „Anarchizm i organizacja”, poddający krytyce Platformę Organizacyjną wydaną przez Grupę Rosyjskich Anarchistów za Granicą oraz zawarty w niej plan organizacyjny. Po rosyjsku artykuł ten opublikowano w argentyńskim „Gołosie Truda” z 1 kwietnia bieżącego roku.

Należy zaznaczyć, że artykuł ten wywołał u nas zdumienie i żal. Spodziewaliśmy się — i nadal się spodziewamy — że wysunięta przez nas idea anarchistycznego zorganizowania napotka uporczywy opór licznego, chaotycznego elementu w anarchizmie. Idea ta nakłada przede wszystkim ogromną odpowiedzialność na każdego anarchistę znajdującego się w szeregach ruchu. Każdego zobowiązuje do poczucia obowiązku i wytrwałości. Tymczasem ulubiona zasada, na której wychowała się większość anarchistów, wyrażała się w słowach: „Robię, co mi się podoba”. Wychowani na tej zasadzie anarchiści tego rodzaju siłą rzeczy przyjmują z zaciekłą wrogością ideę anarchistycznego zorganizowania i anarchistycznej wspólnej odpowiedzialności.

(Zastrzeżenie źródłowe — uwaga dotycząca liczby mnogiej: choć artykuł podpisany jest przez Piotra Arszinowa, autor posługuje się w nim pierwszą osobą liczby mnogiej. „My” odnosi się zależnie od kontekstu do grupy „Dieło Truda”, której stanowiska i Platformy broni, do anarchistów uczestniczących w rewolucji rosyjskiej lub szerzej — do ruchu anarchistycznego, którego doświadczenia i słabości poddaje analizie. Nie należy więc traktować tej formy wyłącznie jako stylistycznego zastępstwa dla „ja”, ale też nie stanowi ona sama w sobie dowodu zbiorowego autorstwa artykułu. W przekładzie zachowuję liczbę mnogą występującą w rosyjskim pierwodruku.)

Tow. Malatesta jest obcy tej zasadzie. I właśnie dlatego jego artykuł wywołuje u nas zdumienie i żal. Zdumienie — ponieważ tow. Malatesta, weteran międzynarodowego anarchizmu, nie uchwycił ducha Platformy, jej aktualnego, żywego charakteru, wynikającego z wymagań naszej rewolucyjnej epoki. Żal — ponieważ tow. Malatesta, hołdując dławiącemu życie dogmatowi kultu indywidualizmu, stanął — miejmy nadzieję, że tylko chwilowo — na drodze sprawie będącej niezbędnym etapem dalszego wzrostu i rozwoju ruchu anarchistycznego.

Na samym początku swojego artykułu Malatesta wyraża zgodę z szeregiem założeń Platformy lub wspiera te założenia własnymi przemyśleniami. Zgadza się z tym, że „anarchiści nie mieli i nie mają dostatecznego wpływu na wydarzenia o charakterze społeczno-politycznym z powodu braku poważnej i skutecznej organizacji”.

„Uważam — pisze dalej Malatesta — sprawę organizacji anarchistów za ważną i nieodzowną, jeśli chcemy wpływać na ruchy masowe i kierować je ku lepszej przyszłości oraz całkowitemu wyzwoleniu”.

„Anarchiści powinni uznać całą użyteczność i znaczenie ruchu syndykalnego. Powinni przyczyniać się do jego rozwoju i uczynić go jedną z dźwigni swojej działalności, dążąc do tego, by syndykalizm, wspólnie z innymi siłami postępu, doprowadził do rewolucji społecznej… Zgubnym złudzeniem byłoby jednak sądzić — jak czyni to wielu — że ruch robotniczy może sam z siebie, z samej swojej natury, doprowadzić do takiej rewolucji. Niewątpliwie we wszystkich ruchach opartych na materialnych, bieżących interesach — a na innych podstawach nie sposób stworzyć szerokiego ruchu robotniczego — niezbędny jest czynnik pobudzający do przemian, potrzebny jest impuls, potrzebne jest skoordynowane działanie ludzi ideowych, którzy walczą i poświęcają się dla urzeczywistnienia ideału”.

„Stąd wynika pilna konieczność istnienia organizacji wyłącznie anarchistycznych, które walczyłyby zarówno wewnątrz związków zawodowych, jak i poza nimi o pełne urzeczywistnienie anarchizmu oraz starałyby się unieszkodliwiać wszelkie zalążki rozkładu i reakcji”.

Przytoczone wyżej twierdzenia tow. Malatesty są słuszne. Weszły one do Platformy jako jej podstawowe założenia. Można było oczekiwać, że tow. Malatesta rozpatrzy, zrozumie i zaakceptuje również szereg innych jej założeń, ponieważ wszystkie założenia Platformy pozostają ze sobą w ścisłym związku logicznym i ideowym. Jednak w dalszej części Malatesta wyraża zdecydowany sprzeciw wobec Platformy. Stawia pytanie, czy projektowany przez nią Związek Anarchistów będzie w stanie wykonać zadanie anarchistycznego wychowania mas — i odpowiada: nie. Powodem ma być autorytarny charakter Związku, który rzekomo rozwija ideę podporządkowania kierownikom i przywódcom.

Jakie jednak podstawy ma tow. Malatesta do tak poważnego oskarżenia?

Za główny powód tego oskarżenia uważa wysuniętą przez Platformę ideę wspólnej odpowiedzialności. Malatesta nie może dopuścić myśli, by cały Związek Anarchistów odpowiadał za każdego swojego członka i odwrotnie — by każdy członek Związku odpowiadał za linię polityczną całego Związku. Innymi słowy, Malatesta nie zgadza się właśnie z tą zasadą organizacyjną, którą uważamy za najpilniej potrzebną dla dalszego rozwoju zorganizowanego ruchu anarchistycznego.

Ruch anarchistyczny nigdzie dotąd nie stał się ruchem masowym jako ruch zorganizowany. Przyczyna tego bynajmniej nie tkwi w warunkach obiektywnych — na przykład w tym, że szerokie masy robotnicze nie rozumieją anarchizmu lub się nim nie interesują. Masy rozumieją anarchizm i interesują się nim, zwłaszcza w okresach ruchów rewolucyjnych. Przyczyna słabości i niestabilności ruchu anarchistycznego tkwi przede wszystkim w samych anarchistach. Ani razu nie próbowali oni jeszcze prowadzić w sposób zorganizowany propagandy swoich idei wśród mas ani w sposób zorganizowany realizować swojej praktycznej działalności.

Choćby tow. Malateście wydawało się to dziwne, stanowczo twierdzimy, że działalność nawet najbardziej przodujących działaczy anarchizmu, w tym samego tow. Malatesty, miała — z konieczności — charakter indywidualistyczny. To prawda, że w działalności tej było wiele głębokiego poczucia osobistej odpowiedzialności; mimo wszystko nie była ona jednak działalnością zorganizowaną, lecz raczej indywidualną. W dawnych latach, kiedy nasz ruch dopiero rodził się w skali lokalnej i międzynarodowej, inaczej być nie mogło: trzeba było kłaść pierwsze cegły pod masowy ruch anarchistyczny; trzeba było, aby poszczególni nosiciele idei anarchistycznej występowali choćby własnymi siłami i wzywali masy do wejścia na anarchistyczną drogę walki. Ci działacze anarchizmu wykonali swoją misję: przyciągnęli do ideologii anarchistycznej szeregi robotników.

Była to jednak tylko połowa zadania, a nie całe zadanie. W chwili, gdy anarchizm zaczął rozpowszechniać się wśród ludzi pracy, gdy masy robotnicze zaczęły wyłaniać ze swoich szeregów już nie pojedynczych anarchistów, lecz liczny element anarchistyczny — w tej chwili nie można już było ograniczać się do propagandy i praktycznej działalności poszczególnych anarchistów czy choćby poszczególnych grup anarchistycznych. Kontynuowanie tej rozproszonej, indywidualnej działalności oznaczało dreptanie w miejscu. A życie tego nie lubi i nie toleruje. Trzeba uczynić drugi krok i dotrzymywać kroku życiu, inaczej pozostaniemy za nim bezpowrotnie w tyle. Powszechny upadek ruchu anarchistycznego tłumaczy się właśnie tym, że utknęliśmy na pierwszym kroku i nie uczyniliśmy w porę drugiego.

Drugi krok polegał i nadal polega na tym, aby elementy anarchistyczne wyłonione przez masy robotnicze skupić w jednym aktywnym, zdolnym do działania kolektywie i siłami tego kolektywu prowadzić zorganizowaną walkę wśród mas o urzeczywistnienie idei anarchistycznych.

Przed anarchistami wszystkich krajów stoi następujące pytanie: czy nasz ruch może poprzestać na dotychczasowych formach organizacji — lokalnych grupach, które nie mają między sobą wspólnej więzi organizacyjnej i z których każda działa według własnej ideologii i własnej taktyki? Czy też nasz ruch musi sięgnąć po nowe formy organizacji, które pomogą mu rozszerzać się i umacniać w szerokich masach ludzi pracy?

Praktyczne doświadczenie ostatnich dwudziestu lat, a zwłaszcza doświadczenie dwóch rewolucji rosyjskich — rewolucji 1905 roku i rewolucji lat 1917–1919 — lepiej niż wszelkie „teoretyczne wywody” wskazuje nam rozwiązanie tego problemu. W rewolucji rosyjskiej masy były anarchistyczne, a mimo to anarchizm jako zorganizowany ruch poniósł tam całkowitą klęskę. Przyczyna tkwiła w tym, że przez cały czas trwania rewolucji anarchiści nie potrafili przedstawić własnego programu społecznego i politycznego, a zazwyczaj zwracali się do mas z rozproszoną i sprzeczną propagandą.

Nie mieliśmy stałej organizacji. Nasz ruch reprezentowały przypadkowe organizacje, powstające to tu, to tam, które same nie wiedziały jasno, czego chcą, i zazwyczaj po krótkim czasie znikały, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Trzeba być beznadziejnie naiwnym albo głupim, by sądzić, że masy pójdą za takimi „organizacjami” w walce społecznej i budowie socjalizmu. Nie mamy żadnych wątpliwości, że jeśli w którymś z krajów europejskich wybuchnie rewolucja, anarchiści poniosą w niej dokładnie taką samą klęskę, jaką ponieśli anarchiści rosyjscy, ponieważ anarchiści krajów europejskich są rozproszeni ideowo i organizacyjnie nie mniej, a raczej bardziej niż anarchiści rosyjscy lat 1917–1918.

Obecna epoka, w której na arenę walki społecznej występują milionowe masy, wymaga od anarchistów jasnych i ścisłych odpowiedzi na szereg pytań dotyczących walki społecznej i budowy socjalizmu, a także wspólnej anarchistycznej odpowiedzialności za te odpowiedzi oraz w ogóle za anarchistyczną propagandę i anarchistyczne hasła. Bez takiej odpowiedzialności anarchiści — jak zresztą ktokolwiek inny — nie mają prawa zwracać się do mas ze swoją propagandą. Walczące masy ludzi pracy, ponoszące w walce niezliczone ofiary — poświęcające swoją teraźniejszość i swoją przyszłość — nie są bowiem zabawką ani przedmiotem, do którego można podchodzić z przypadkowymi opiniami przypadkowych ludzi.

Dopóki jednak nie będziemy mieli organizacji o znaczeniu ogólnoanarchistycznym, nie będziemy mieli ani wspólnych odpowiedzi na pytania dotyczące rewolucji społecznej, ani wspólnej odpowiedzialności za te ofiary. Tym samym nadal będziemy oderwani od mas oraz od wielkich procesów rewolucji społecznej i budowy nowego społeczeństwa.

Na początku swojego artykułu tow. Malatesta zdaje się przychylnie odnosić do idei stworzenia szerokiej organizacji anarchistycznej, obejmującej szereg organizacji lokalnych. Jednak kategorycznie odrzucając wspólną odpowiedzialność — organizacyjną — uniemożliwia urzeczywistnienie takiej organizacji.

Szeroka organizacja ogólnoanarchistyczna jest przecież możliwa pod warunkiem istnienia wspólnej platformy teoretycznej i organizacyjnej, co do której liczni działacze anarchizmu są zgodni, którą uznają i która z tego względu jest wiążąca dla wszystkich, którzy ją przyjęli. Kto nie uzna całej platformy za wiążącą dla siebie, ten po prostu nie przystąpi do wspólnego związku. Do wspólnego związku zechce przystąpić ten, kto uzna jego platformę lub program nie tylko za możliwe do przyjęcia, lecz także wszystkie ich postanowienia za wiążące od chwili, gdy zostanie członkiem związku. Tak więc ogólna organizacja anarchistyczna jest zrzeszeniem anarchistów o wspólnych przekonaniach, z których każdy realizuje ideologiczną, polityczną i taktyczną linię związku. Nie może realizować innej linii, ponieważ każda inna linia jest sprzeczna z jego zasadami ideologicznymi i praktycznymi, będącymi zarazem zasadami wspólnego związku.

W konsekwencji praktyczna działalność członka Związku pozostaje siłą rzeczy w pełnej zgodzie z działalnością całego Związku i odwrotnie — działalność całego Związku nie może pozostawać w sprzeczności z sumieniem i działalnością któregokolwiek z jego członków, skoro przyjął on podstawowy program Związku. To właśnie nazywa się zasadą wspólnej odpowiedzialności.

Cały Związek ponosi odpowiedzialność za działalność polityczną każdego swojego członka, wiedząc, że każdy członek może prowadzić pracę polityczną i rewolucyjną jedynie w duchu linii politycznej Związku. Podobnie każdy członek Związku ponosi pełną odpowiedzialność za działalność całego Związku, ponieważ działalność ta nie może być czymś nieznanym jego członkowi: stanowi ona urzeczywistnienie pracy ideologicznej i politycznej, którą wszyscy jego członkowie świadomie wytyczyli.

Odpowiedzialność organizacyjna i dyscyplina wcale więc nie oznaczają autorytaryzmu, jak błędnie twierdzi tow. Malatesta. Wyrażają one poważny — odpowiedzialny — stosunek do sprawy i samoograniczenie w imię wspólnego celu rewolucji i anarchizmu.

Rozumie się samo przez się, że wzywając anarchistów do organizowania się na podstawie określonego programu, nie odbieramy tym samym anarchistom innych nurtów prawa do organizowania się na własny sposób. Jesteśmy jednak przekonani, że gdy tylko anarchiści stworzą organizację o znaczeniu dla całego ruchu anarchistycznego, natychmiast ujawni się pustka i nieskuteczność tak zwanych „wolnych” organizacji, w których każdy wyznaje własną ideologię i stosuje własną taktykę.

W praktyce rosyjskiego anarchizmu podjęto próbę stworzenia organizacji o charakterze ogólnopartyjnym. Była nią anarchistyczna Konfederacja „Nabat” w Ukrainie, istniejąca od 1918 do 1920 roku i przyciągająca swoim ogólnopartyjnym charakterem sympatię środowiska anarchistycznego oraz szerokich mas robotniczych. Oto jak określa ją jeden z założycieli i stałych działaczy tej Konfederacji:

„…Pod względem organizacyjnym Nabat był partią zbudowaną na zasadzie federalistycznego centralizmu, z jednolitą siecią organizacyjną powiązaną na zasadach federacji; jego organizacje, wzajemnie odpowiedzialne i dobrze zdyscyplinowane, uznawały za wiążące i wprowadzały w życie uchwały ogólnych zjazdów, choćby przyjęte większością głosów… To, co wspólnie przyjęliśmy i na czym oparliśmy wspólną pracę, jest wiążące dla wszystkich członków Konfederacji. Tak dalece wiążące, że w okresie między zjazdami sekretariat miał prawo podjąć wobec każdej organizacji, która poważnie rozchodziła się z ogólną linią ruchu, szereg środków, takich jak zrzeczenie się — we własnym imieniu i w imieniu całego ruchu — odpowiedzialności za działania tej organizacji do następnego zwyczajnego zjazdu Konfederacji, na którym sprawa mogła zostać ostatecznie rozstrzygnięta”. — („Dieło Truda”, nr 32).

Działacze Konfederacji Anarchistycznej „Nabat”, najprawdopodobniej na dziedzińcu więzienia w Charkowie w 1922 roku. Siedzą od lewej: A. I. Lewada, Iwan Charin, Lija Gotman i Aron Baron; stoją od lewej: Rebeka Jaroszewska, Aleksiej Ołoniecki, W. I. Procenko i Anton Szlachowoj. Według Kate Sharpley Library fotografia została odnaleziona w archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w Kijowie. Identyfikację osób ustalono z pomocą ukraińskich badaczy, z późniejszą korektą Anatolija Dubowika. Dokładna data i miejsce wykonania pozostają niepotwierdzone.

(Zastrzeżenie źródłowe — niniejszy przekład sporządzam bezpośrednio z rosyjskiego pierwodruku artykułu Piotra Arszinowa „Старое и новое в анархизме. Ответ т-щу Малатесте” („Stare i Nowe w Anarchizmie. Odpowiedź Towarzyszowi Malateście”), opublikowanego w „Dieło Truda”. Podczas porównania z rozpowszechnioną angielską wersją Nicka Heatha, który deklaruje tłumaczenie z języka francuskiego, stwierdzam istotne rozbieżności tekstowe, wykraczające poza zwykłe różnice translatorskie. W wersji angielskiej brakuje między innymi ustępu o ukraińskiej Konfederacji Anarchistycznej „Nabat”, przytoczonego przez Arszinowa jako przykład organizacji opartej na wspólnej linii działania, dyscyplinie i odpowiedzialności organizacyjnej, a także kilku następujących po nim akapitów. Jednocześnie przekład angielski zawiera ustępy niewystępujące w rosyjskim pierwodruku, między innymi rozbudowany wywód o bolszewickich represjach oraz fragment o przejściu od początkowej fazy walki rewolucyjnej do fazy budowania nowego porządku społecznego. Podobny fragment dotyczący tych dwóch faz występuje również w angielskim przekładzie innego artykułu Arszinowa, znanego pod tytułem „Elements Old and New in Anarchism: A Reply to Maria Isidine”. Zbieżność ta stanowi trop do dalszych badań, lecz nie dowodzi połączenia dwóch odrębnych tekstów: może wynikać również z powtarzania przez autora tych samych argumentów albo z historii redakcyjnej przekładów. Nie udało mi się zweryfikować rosyjskiego pierwodruku odpowiedzi Isidine. Wskazanie bibliograficzne towarzyszące jej angielskiej wersji — „Delo Trouda”, nr 42–43, listopad–grudzień 1928, s. 13–17 — nie znalazło potwierdzenia podczas sprawdzania dostępnych skanów. Według numeracji sprawdzonych przeze mnie egzemplarzy numer podwójny 41–42 obejmuje październik–listopad, natomiast grudzień ma osobny numer. Wskazanie to należy zatem traktować jako niezweryfikowane. Na obecnym etapie nie mogę ustalić, czy rozbieżności powstały w wyniku odmiennej redakcji francuskiej, skrótów lub uzupełnień dokonanych podczas tłumaczenia, późniejszych zmian wydawniczych, czy też wykorzystania materiału z innych tekstów Arszinowa. Nie ma podstaw, by przypisywać je konkretnemu tłumaczowi lub redaktorowi ani uznawać za celowe zniekształcenie. Rozstrzygnięcie wymaga odnalezienia francuskiej podstawy przekładu Heatha oraz właściwego rosyjskiego pierwodruku odpowiedzi Isidine. W niniejszym tłumaczeniu zachowuję treść i kolejność rosyjskiego pierwodruku, bez uzupełniania go ustępami występującymi wyłącznie w wersji angielskiej.)


Tylko przy uznaniu zasady wspólnej odpowiedzialności i wynikającej z niej kolektywnej metody działania możliwa jest szeroka organizacja anarchistyczna, zdolna prowadzić wśród mas konsekwentną działalność rewolucyjno-polityczną, wolną od rażących sprzeczności. Odbierzcie takiej organizacji zasadę wspólnej odpowiedzialności, a natychmiast utraci ona świadomość swojej jedności ideologicznej i organizacyjnej oraz przekształci się w zbiorowisko jednostek i małych grup, z których każda będzie realizować własną linię ideologiczną i taktyczną, wprowadzając chaos i zamęt w świadomość szerokich mas ludzi pracy.

Odrzucając organizację anarchistyczną zbudowaną na wspólnej odpowiedzialności i kolektywnej metodzie działania, tow. Malatesta broni dawnej, grupowej formy organizacji.

„W organizacji anarchistycznej — mówi — każdy członek może wyznawać dowolne poglądy i stosować dowolną taktykę, byleby nie pozostawały one w sprzeczności z przyjętymi zasadami i nie szkodziły działalności innych. W każdym przypadku taka organizacja będzie istnieć dopóty, dopóki dążenie do jedności będzie silniejsze niż dążenie do rozłamu; w przeciwnym razie organizacja rozwiązuje się i ustępuje miejsca innym, bardziej zwartym ugrupowaniom”.

Z gorzkiego doświadczenia wiemy, w jak niemal beznadziejnym położeniu znalazł się ruch anarchistyczny różnych krajów właśnie wskutek takiej mieszanej formy i mieszanego składu organizacji. Rozproszył się bez końca, utracił zasadniczą linię wyznaczającą kierunek swojej praktycznej walki i ugrzązł w bagnie, z którego wydostać się można jedynie dzięki nadzwyczajnemu zbiorowemu wysiłkowi.

Zasadę odpowiedzialności w ruchu tow. Malatesta rozumie jako wewnętrzne poczucie odpowiedzialności, jako moralną odpowiedzialność jednostek i grup. Dlatego anarchistycznym kongresom i ich uchwałom przypisuje rolę swego rodzaju przyjacielskich rozmów, kończących się niewiążącymi życzeniami.

To tradycyjne wyobrażenie o roli anarchistycznych kongresów nie wytrzymuje najmniejszej próby praktyki życiowej. Jaką wartość ma kongres, który wypowiada jedynie „opinie”, lecz nie podejmuje obowiązku wprowadzenia ich w życie? Żadnej. Można się tylko cieszyć, że na przykład francuscy anarchiści zdecydowanie odrzucili to fałszywe wyobrażenie o roli anarchistycznych kongresów i przyjęli zasadę, że uchwały kongresów są wiążące.

W szerokim ruchu odpowiedzialność moralna bez odpowiedzialności organizacyjnej traci swoją wartość. Każdy członek anarchistycznego kolektywu może bowiem wyrazić swoją odpowiedzialność moralną jedynie w postaci odpowiedzialności przed kolektywem, czyli w postaci odpowiedzialności organizacyjnej.

Kwestia większości i mniejszości. Uważamy, że spory w tej sprawie są zbędne. W praktyce ruchu anarchistycznego kwestia ta została już dawno rozstrzygnięta. Zawsze i wszędzie rozstrzygamy sprawy praktyczne większością głosów. Jest to zupełnie zrozumiałe: w organizacjach zajmujących się konkretną działalnością nie ma innego sposobu rozstrzygania spraw.

Jednak kwestia podejmowania decyzji organizacyjnych większością głosów nie ma nic wspólnego z ideą demokracji jako przedstawicielskiego sposobu rządzenia współczesnym społeczeństwem. Anarchiści krytykowali i krytykują demokrację nie jako rządy większości, lecz jako rządy klas posiadających. Demokracja to złudna współpraca klas, pod której osłoną burżuazja ukrywa przemoc stosowaną wobec ludzi pracy. Anarchiści odrzucają formalną demokrację, ponieważ uznając ją, uznaliby władzę burżuazji nad proletariatem. Dopiero wtedy, gdy rewolucja społeczna zniesie wszystkie przywileje burżuazji i sprowadzi ją do roli klasy wytwórców, będzie można mówić o naszym stosunku do demokracji. Nie będzie już jednak wówczas dzisiejszej demokracji formalnej, lecz społeczna — pracownicza — demokracja wytwórców.

Na zakończenie swojego artykułu tow. Malatesta wyraża myśl, że rosyjskim towarzyszom, którzy wydali Platformę, „nie daje spokoju sukces bolszewików w ich kraju”. Sądzimy, że zanim tow. Malatesta przeczyta ten artykuł, zapozna się z wydaną przez rosyjską organizację ankietą dotyczącą programu anarchistycznego. Z ankiety tej przekona się, że motywacje i wewnętrzne przeżycia autorów Platformy są znacznie głębsze i poważniejsze, niż mu się wydaje, oraz że zasługują na bardziej wnikliwe potraktowanie.

Błąd tow. Malatesty polega na tym, że nie uwzględnił niezwykle ważnej okoliczności: Platforma Organizacyjna jest owocem nie tylko wielkiej rewolucji rosyjskiej, lecz także ruchu anarchistycznego w tej rewolucji. Nie można pomijać tej okoliczności, rozstrzygając kwestię podstaw i form organizacji anarchistycznej. Jakie miejsce zajmował anarchizm w wielkim przewrocie społecznym w Rosji w 1917 roku? Jaki był stosunek zbuntowanych mas do anarchizmu i anarchistów? Co masy ceniły w anarchizmie? Dlaczego ruch anarchistyczny poniósł w tej rewolucji klęskę? Jakich lekcji rewolucja rosyjska udzieliła anarchistom? Wszystkie te pytania i wiele innych muszą nieuchronnie stanąć przed każdym anarchistą pracującym nad rozstrzyganiem zasadniczych i taktycznych zadań ruchu anarchistycznego. Tow. Malatesta przechodzi obok tych pytań.

Do obecnego problemu organizacyjnego podszedł jak oderwany od rzeczywistości dogmatyk. Jest to dla nas szczególnie niezrozumiałe, ponieważ przywykliśmy widzieć w Malateście działacza anarchizmu mocno osadzonego w życiu. Sprawdza on, na ile poszczególne założenia Platformy zgadzają się z tradycyjnymi poglądami anarchistów na organizację, i odrzuca te założenia, stwierdzając, że przeczą dawnym wyobrażeniom niektórych anarchistów o organizacji.

W ogóle nie przychodzi mu do głowy, że błędne mogą być właśnie dawne wyobrażenia anarchistów o organizacji i że to z tego powodu powstała Platforma Organizacyjna.

Stąd bierze się szereg błędów, nieporozumień i sprzeczności tow. Malatesty, które wskazaliśmy wyżej.

Wskażmy jeszcze jedno poważne przeoczenie tow. Malatesty. Należy mu postawić poważny zarzut, że w ogóle nie zatrzymuje się nad ideologiczną podstawą Platformy ani nad jej konstruktywną częścią. Platforma zawiera przecież nie tylko plan organizacyjny, lecz także szereg punktów programowych. Wysunęła również określoną metodę rozwiązania problemu organizacyjnego, odrzucając jako nieskuteczne zarówno metodę połączenia wszystkich nurtów w jeden — syntezę — jak i metodę anarchosyndykalizmu. Jako rzeczywistą i jedyną możliwą drogę Platforma wskazała „skupienie aktywnych działaczy anarchizmu na gruncie mniej lub bardziej jednolitego programu”. Tow. Malatesta powinien był zatrzymać się nad tą metodą i jednoznacznie się do niej ustosunkować. Tymczasem pominął zarówno tę metodę, jak i całą konstruktywną część Platformy. Wydał jednak ogólny sąd o Platformie. Także to nadało jego artykułowi chwiejny i sprzeczny charakter.


Zadaniem anarchizmu nie jest zamykanie się w swojej przeszłości, lecz kontynuowanie jej dorobku przy jednoczesnym przezwyciężaniu jej niedostatków. Szczególna cecha Platformy i całej organizacji „Dieło Truda” polega właśnie na tym, że są im obce martwe dogmaty, a swoją działalność anarchistyczną zawsze starają się budować, wychodząc od rzeczywistych faktów współczesnego życia. Nasza Platforma i cała pozostała nasza praktyka stanowią pierwszą próbę zespolenia anarchizmu z bieżącym życiem i stworzenia na tej podstawie anarchistycznej praktyki. Jest to niewątpliwy krok naprzód dla całego naszego ruchu. Tylko bowiem dotrzymując kroku bieżącej rzeczywistości, tylko pozostając w najściślejszej zgodzie z problemami i wymaganiami epoki, anarchizm wyrwie się z kleszczy obumarłego, dławiącego życie dogmatu — fałszywego kultu indywidualizmu i innych podobnych dogmatów — i stanie się ruchem mas tworzącym nowe życie.

P. Arszinow.


Wszystko, co czytasz w tej serii o ludziach Machnowszczyzny, w dużej mierze wywodzi się z jednej książki — i naprawdę warto poznać ją w całości, nie tylko z cudzych cytatów. „Historia Ruchu Machnowskiego 1918–1921″ to relacja z pierwszej ręki, spisana przez Piotra Arszinowa — nie historyka piszącego z dystansu, lecz człowieka, który był tam naprawdę: siedział z Machno w celi butyrskiej, redagował machnowską prasę, patrzył na sukcesy i klęski tego ruchu z bliska, czasem z bronią w ręku. To rzadkość w historii rewolucji — relacja napisana nie o robotnikach i chłopach walczących o wolność, ale przez jednego z nich.

Książka opisuje, jak machnowcy na południu Ukrainy w latach 1918–1921 stworzyli coś więcej niż chłopską armię partyzancką — anarchistyczny ruch społeczny, który jednocześnie walczył na trzy fronty (z okupantami austro-niemieckimi, Białymi i Czerwonymi) i próbował budować, w środku wojennej zawieruchy, wolne społeczeństwo bez państwa i bez panów.

To, co czyni to polskie wydanie szczególnym, to jego pochodzenie — nie duże wydawnictwo z kalkulacją sprzedaży, ale my jako 161 CREW, oddolna, nieformalna sieć antyfaszystowskich i antyautorytarnych aktywistów działająca w Polsce od 2012 roku — zdecydowaliśmy się wydać tę książkę własnymi środkami, bo historia Machnowszczyzny naprawdę nas poruszyła i uznaliśmy, że polski czytelnik zasługuje na dostęp do tego tekstu w twardej oprawie, a nie tylko w rozproszonych, cyfrowych fragmentach.

Z perspektywy anarchistycznej to lektura obowiązkowa nie dlatego, że jest wygodna czy propagandowa — bo nie jest, Arszinow sam pokazuje błędy, klęski i dramaty ruchu — ale dlatego, że to jeden z niewielu autentycznych, wewnętrznych świadectw tego, jak w praktyce, pod ogniem ze wszystkich stron, próbowano zbudować życie bez władzy. Kupując tę książkę, nie tylko poznajesz historię z pierwszej ręki — wspierasz też oddolny, niezależny ruch wydawniczy, który robi to bez wsparcia korporacyjnych wydawnictw, z pasji i przekonania, że ta historia musi żyć dalej.

Książkę można zamówić pisząc do nas przez messenger Distro 161 Crew lub mail distro161crew@riseup.net


Strona ma charakter tylko i wyłącznie informacyjny. Nie namawiamy nikogo do łamania prawa.