W poniższym wywiadzie działacze solidarnościowi z Palestyną pochodzący z chińskiej diaspory rozmawiają z irańskimi aktywistami na wygnaniu o powstaniu, które miało miejsce w Iranie w styczniu 2026 r., porównując swoje doświadczenia związane z oporem wobec różnych form autorytaryzmu.
Przedmowa
Po ogólnokrajowych protestach w Iranie 8 stycznia 2025 r. i krwawych represjach, które nastąpiły po nich, Palestyńska Sieć Solidarnościowa (PSAN) przeprowadziła wywiady i długie rozmowy z dwiema towarzyszkami z kolektywu Roja, a także z irańską organizatorką ruchu Leilą Hossein Zadeh. W warunkach bezprecedensowej całkowitej blokady komunikacyjnej siły bezpieczeństwa Islamskiej Republiki Iranu dopuściły się systematycznej przemocy wobec protestujących na ulicach i zwykłych cywilów, powodując śmierć wielu osób, aresztowania i zaginięcia. Wielu, którzy przeżyli te wydarzenia, doświadczyło ich jako wojny skierowanej przeciwko całemu społeczeństwu, zacierającej wszelkie różnice między „czasem wojny” a „czasem pokoju”.

PSAN to międzynarodowa diaspora chińskojęzyczna, utworzona w solidarności z walką o wyzwolenie Palestyny. Od wybuchu irańskiego powstania w 2026 r. Iran i Palestyna są coraz częściej przedstawiane jako kwestie przeciwstawne w zachodnim dyskursie lewicowym. Wynikające z tego podziały w ruchach pro-palestyńskich dotyczące trwającego powstania i represji w Iranie głęboko nas niepokoją.
Jako aktywiści ukształtowani przez kontekst chiński, porównujemy doświadczenia opisane przez Roję z naszą własną historią i rzeczywistością. Omawiając kwestie odcięcia dostępu do internetu, organizowania się na ulicach, normalizacji przemocy państwowej oraz sposobów, w jakie internacjonalizm jest wypaczany przez język bezpieczeństwa narodowego, doszliśmy do wniosku, że nie mamy do czynienia z nieznaną sytuacją, ale z zestawem mechanizmów rządzenia wielokrotnie testowanych, wspódzielonych i przenoszonych z jednego reżimu do drugiego. Towarzyszki z Roja mówiły również o tym, jak Islamska Republika Iranu wykorzystuje chińskie technologie bezpieczeństwa państwowego do tłumienia sprzeciwu. Jest to zgodne z wcześniejszymi badaniami PSAN , które wykazały, że chińskie technologie bezpieczeństwa państwowego są stosowane nie tylko w Xinjiang, ale także w Palestynie. Doświadczenia irańskie stają się zatem częścią szerszego zrozumienia tego, jak współczesne autorytarne rządy rozprzestrzeniają się w różnych regionach, częścią wspólnego zasobu doświadczeń i pamięci między nami.
Chcemy podzielić się tym doświadczeniem z tymi, którzy w ekstremalnych warunkach nadal starają się zrozumieć, dokumentować i działać. Wierzymy – i mamy nadzieję – że zwycięstwo należy do tych, którzy stawiają opór.
Wywiad przeprowadziliśmy 23 stycznia, przed przywróceniem połączenia internetowego z Iranem.
Roja (روژا) to niezależna, lewicowa, feministyczna grupa działająca w Paryżu. Roja powstała po zabójstwie Jiny (Mahsy) Amini i rozpoczęciu powstania „Jin, Jiyan, Azadi” we wrześniu 2022 roku. Kolektyw składa się z aktywistów politycznych różnych narodowości i regionów politycznych Iranu, w tym Kurdów, Hazarów, Persów i innych. Działalność Roja jest związana nie tylko z ruchami społecznymi w Iranie i na Bliskim Wschodzie, ale także z lokalnymi walkami w Paryżu, zgodnymi z walkami internacjonalistycznymi, w tym solidarnością z Palestyną. Nazwa „Roja” została zainspirowana rezonansem kilku słów w różnych językach: w języku hiszpańskim roja oznacza „czerwony”; w języku kurdyjskim Roja oznacza „światło” i „dzień”; w języku mazandarani roja oznacza „gwiazdę poranną” lub „Wenus”, uważaną za najjaśniejsze ciało niebieskie w nocy.
Leila Hossein Zadeh jest obrończynią praw człowieka i aktywistką studencką w ramach współczesnych ruchów społecznych w Iranie. W 2018 r. za zaangażowanie w działalność studencką została skazana przez Sąd Rewolucyjny w Teheranie na pięć lat więzienia pod zarzutem „zgromadzenia i zmowy przeciwko bezpieczeństwu narodowemu” oraz na dodatkowy rok za „propagandę przeciwko państwu”. Chociaż część wyroku została zmniejszona w wyniku apelacji, pięcioletni okres pozostanie w mocy, stanowiąc długoterminowy środek odstraszający od jej działalności politycznej. W listopadzie 2024 r., po obronie pracy magisterskiej na Uniwersytecie w Teheranie, gdzie badała kwestie mniejszości etnicznych i pojawiła się bez chusty, ponownie została oskarżona o „propagandę przeciwko państwu” i „publiczne pojawienie się bez hidżabu zgodnego z szariatem” i skazana zaocznie na rok więzienia i wysoką grzywnę, bez przeprowadzenia rozprawy.

I. Wojna przeciwko własnemu społeczeństwu
Minęło już ponad 25 dni od rozpoczęcia ogólnokrajowych protestów. Czy możesz opisać sytuację na miejscu, zwłaszcza pod względem organizacji? W jaki sposób ludzie zorganizowali się 8 stycznia bez jednego przywództwa lub centralnego dowództwa i jak wcześniejsze cykle od 2017 r. wpłynęły na ten proces?
Roja: Powstanie to jest częścią trwającego cyklu masowych protestów, który rozpoczął się w 2017 r., a kolejne fale stają się coraz bardziej powszechne, konfrontacyjne i częste. Do najważniejszych momentów należą brutalnie stłumione protesty „krwawego listopada” 2019 r. przeciwko podwyżkom cen paliw, „powstanie pragnienia” 2021 r. przeciwko pozbawianiu dostępu do wody i eksploatacji ekologicznej oraz „powstanie Jiny” 2022 r. „ Kobieta, życie, wolność”. Powstanie z 2022 roku stanowiło punkt kulminacyjny, ponieważ połączyło walki antykolonialne, feministyczne i egalitarne, wywołane zabójstwem Jiny Amini, młodej kurdyjskiej kobiety z klasy robotniczej, której śmierć wywołała rezonans w całym społeczeństwie i polityce.
Leila: Kiedy mówimy o organizacji, mamy na myśli dwa różne poziomy. Jeden to organizacja na poziomie ulicy, a drugi to organizacja na poziomie organizacji politycznych. Na poziomie ulicy ludzie na miejscu uczą się na podstawie poprzednich powstań, a każdy cykl staje się coraz bardziej konfrontacyjny. Bardzo ważną rolę odegrały młodzieżowe organizacje sąsiedzkie, zwłaszcza podczas akcji „Kobieta, życie, wolność”. Byli to ludzie, którzy już się znali, którzy spędzali razem czas w tych samych dzielnicach. To zaufanie społeczne stało się kluczowe po rozpoczęciu masowego powstania.
Głównym środkiem koordynacji na poziomie ulicy jest internet. Jeśli w dzielnicy ma miejsce jakieś wydarzenie, ludzie mogą szybko zorganizować się online, umożliwiając innym przyjście z pomocą. W obliczu represji protestujący koordynują swoje działania, dzieląc się informacjami w czasie rzeczywistym – na przykład zgłaszając, z których autostrad korzystają siły bezpieczeństwa – tak aby niektórzy mogli blokować autostrady, podczas gdy inni kontynuują działania na ulicach.
Na poziomie organizacji politycznych nie ma praktycznie żadnej formalnej obecności lewicy z powodu dziesięcioleci silnych represji. Głównym wyjątkiem jest Mujahedeen (MEK), choć pozostaje on marginalny i nie ma szerokiego poparcia z powodów historycznych. W tym powstaniu wpływ zdają się zyskiwać grupy monarchistyczne. Utrzymują one silny dyskurs antylewicowy, opowiadając się przeciwko rewolucji z 1979 roku. Dysponują one znacznymi zasobami i wsparciem finansowym ze strony Arabii Saudyjskiej i Izraela. Według doniesień mediów, Iran International otrzymał od Arabii Saudyjskiej około 250 milionów dolarów na rozpoczęcie działalności w fazie założycielskiej.
Większość tego, co opisuję, dotyczy głównie obszarów centralnych, a nie peryferii. Kurdystan i inne marginalizowane regiony mają bardzo różne formy organizacji, nie tylko z powodu dziesięcioleci represji, ale także z powodu dziesięcioleci organizowania się. Taktyki stosowane na ulicach – jak stawić czoła policji, Basij [paramilitarnej ochotniczej milicji w ramach Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej, IRGC] i sił IRGC – może pochodzić wyłącznie od marginalizowanych grup, które codziennie stają w obliczu przemocy ze strony państwa, zwłaszcza od osób pracujących w szarej strefie. W tym kontekście ważna jest również praca fizyczna, ponieważ zdolność do bezpośredniej konfrontacji fizycznej jest częścią podmiotowości wynikającej z pozycji tej klasy społecznej.
Dwie grupy były szczególnie ważne w organizacji na poziomie ulicznym. Pierwszą z nich byli pracownicy techniczni, zwłaszcza mechanicy. Dysponują oni specjalistycznymi narzędziami i umiejętnościami, które stały się niezwykle ważne przy budowaniu barykad i blokad. Na przykład mechanicy używali tych samych narzędzi, których normalnie używają do naprawy samochodów, do sabotowania słupów elektrycznych na ulicach, tworząc bardzo silne bariery przeciwko siłom represyjnym. Druga grupa składała się głównie z młodych ludzi, często w wieku od 18 do 25 lat, którzy byli bardzo zaznajomieni z technologiami cyfrowymi. Wiedzieli, jak niszczyć kamery monitorujące na ulicach – kamery, które funkcjonują jako oczy państwa. Wiele z tych kamer zostało sprowadzonych z Chin.

Roja: Jeśli chodzi o szerszą organizację, w tym cyklu dominowały trzy formy: mobilizacja uliczna, organizacja uniwersytecka oraz strajki na bazarach i wśród kupców. W dniu, w którym rozpoczęła się blokada internetu, strajk rozpoczęli sklepikarze w ponad 55 miastach. Dołączyły do nich nawet konserwatywne segmenty drobnej burżuazji. Partie kurdyjskie wezwały do strajku generalnego, a wszystkie sklepy w Kurdystanie zostały zamknięte. Strajk rozszerzył się nawet na zachodni Azerbejdżan, gdzie uczestniczyły w nim zarówno ludność kurdyjska, jak i tureckojęzyczna.
W ciągu ostatnich dziesięciu lat organizacje związkowe – nauczyciele, pracownicy, pielęgniarki, kierowcy ciężarówek – wielokrotnie protestowały i strajkowały. Jednym z utrzymujących się problemów było zsynchronizowanie walk związkowych z nagłym wybuchem ulicznych powstań. Jedyną grupą, która konsekwentnie dotrzymywała kroku mobilizacjom ulicznym, byli studenci uniwersytetów. Studenci nigdy nie przepuszczali okazji do mobilizacji na ulicach.
W porównaniu z poprzednimi ruchami, dlaczego monarchiści Pahlaviego wydają się mieć nieproporcjonalnie duży wpływ na to powstanie, mimo że nie mają szerokiego poparcia ani lokalnych organizacji?
Leila: W wyniku silnych represji wobec lewicowców od początku istnienia Islamskiej Republiki w Iranie nie ma silnej lewicowej organizacji rewolucyjnej. Monarchiści wydają się mieć przewagę w tym powstaniu, ale nie dlatego, że reprezentują większość społeczeństwa lub są lepiej zorganizowani w terenie.
Mają pieniądze i media. Mają swoje media, a wszystkie główne media znajdują się poza granicami kraju. Mają silne powiązania z zagranicą i oczywiście są w stanie organizować się na wygnaniu.
„Iran International” jest obecny w prawie każdym domu dzięki telewizji satelitarnej, a nawet bardziej profesjonalny niż BBC Persian. Dzięki tej sile mediów są w stanie kształtować to, co ludzie widzą i słyszą. Istnieją udokumentowane przypadki, w których hasła są edytowane, dźwięk okrzyków jest zmieniany, a jedna osoba wykrzykująca monarchistyczne hasło jest pokazywana tak, jakby cały tłum je skandował. Jeśli przyjrzeć się uważnie niektórym z tych filmów, widać, że ludzie w rzeczywistości skandują coś innego. Był film, na którym Kurdowie tańczyli na placu Punak w Teheranie i tylko jedna osoba skandowała pro-monarchistyczne hasła, ale manipulacja mediów była tak duża, że sugerowała, iż cała populacja Teheranu popiera Pahlaviego.
Roja: W centralnych miastach, zwłaszcza w Teheranie, hasła monarchistyczne słychać i widać częściej. Jednak w regionach peryferyjnych i marginalizowanych – Kurdystanie, Beludżystanie, Chuzestanie – panuje znacznie większa niepewność, a w wielu przypadkach nawet sprzeciw.
W niektórych miejscach ludzie nie wyszli na ulice właśnie dlatego, że czuli się wyobcowani przez monarchistyczną narrację. Uważali, że ich walka nie jest reprezentowana, a wszystko jest nadpisywane przez jeden dominujący głos mediów.
W tej retoryce kryje się również bardzo niebezpieczna logika polityczna. Monarchiści twierdzą, że w Europie nie ma innej opozycji. Każdy, kto krytykuje monarchię, jest oskarżany o popieranie Islamskiej Republiki. Jeśli mówisz o prawach mniejszości etnicznych, jesteś nazywany separatystą. Jeśli mówisz o lewicowej polityce, jesteś utożsamiany z reżimem. Ta logika jest bardzo znana. Przypomina sposób, w jaki po 1979 roku wyeliminowano pluralizm polityczny.

Czy podczas blokady internetu w Iranie, która rozpoczęła się w nocy 8 stycznia, nadal masz kontakt z przyjaciółmi i rodziną? W jaki sposób przejście reżimu od selektywnych blokad internetu do całkowitej blokady komunikacji zasadniczo zmieniło zarówno doświadczenie represji, jak i możliwość podjęcia zbiorowych działań?
Roja: Tuż przed tym spotkaniem (23 stycznia) zadzwoniła do mnie rodzina. Po raz pierwszy od czasu tych wydarzeń wszyscy moi bracia, siostry i kuzyni byli razem na linii. To było bardzo intensywne doświadczenie. Opisali, jak odcięcie internetu całkowicie odizolowało ludzi – rodziny, przyjaciele, a nawet sąsiedzi nie mogli się ze sobą skontaktować, a wielu nie wiedziało, czy ich bliscy są bezpieczni.
Po protestach ludzie z obawy usunęli wszystko ze swoich telefonów. Policja losowo zatrzymywała ludzi na ulicach i sprawdzała ich telefony, nawet jeśli nigdy nie protestowali. Wszędzie panował strach.
Przez krótką chwilę Instagram działał, ale potem znów przestał. Ludzie uważali, że było to celowe działanie – stworzenie wrażenia, że internet znów działa, podczas gdy rzeczywista komunikacja pozostawała niemożliwa. Przestały również działać bankomaty i płatności cyfrowe. Wszystko, co było zależne od internetu, przestało działać. Jak ujął to mój kuzyn, czuliśmy się jak w więzieniu – odcięci od normalnego życia.
Leila: Podczas poprzednich cykli powstań – na przykład w 2019 roku – międzynarodowy internet został wyłączony, podczas gdy krajowy internet, często nazywany „intranetem”, pozostał sprawny. Ludzie mogli korzystać z krajowej sieci w celu koordynacji działań, mogli zajmować każdą dostępną przestrzeń cyfrową. Korzystali z kanałów Telegramu sponsorowanych przez państwo lub powiązanych z IRGC i komunikowali się w zakodowanym języku, aby dzielić się informacjami o sytuacji w różnych miastach. Ktoś mógł napisać: „W Shiraz nadal pada deszcz”, a inna osoba odpowiadała: „W Isfahanie jest teraz słonecznie”. Wszyscy wiedzieli, że nie chodziło o pogodę. Był to sposób na rozmowę o represjach, przemocy, o tym, jak intensywna była sytuacja w różnych miastach, bez mówienia o tym otwarcie.
Tym razem jednak cała sieć została zamknięta. Po 8 stycznia rząd nie tylko odciął międzynarodowy internet. Odciął również krajowy internet. Wszystkie środki komunikacji zostały wyłączone w tym samym czasie. Nigdy wcześniej coś takiego nie miało miejsca.
Roja: Nawet Starlink nie działał podczas awarii. Sprzęt Starlink jest niezwykle drogi, biorąc pod uwagę deprecjację waluty krajowej, a jego posiadanie jest nielegalne. Dostęp do niego ma tylko bardzo niewielka liczba osób. Jednak nawet one nie miały tym razem dostępu do internetu. Istnieją doniesienia, że Islamska Republika Iranu wykorzystała pewnego rodzaju zakłócenia lub interferencje, aby zablokować sygnały satelitarne, co jest nową technologią często kojarzoną z Chinami i Rosją. To pierwszy przypadek, kiedy Islamska Republika Iranu wykorzystała tego rodzaju technologię wobec całej populacji, aby całkowicie odizolować ludzi.
Iran i Chiny mają 25-letnią umowę o współpracy. Iran nadal sprzedaje większość swojej ropy do Chin, omijając sankcje USA, często ze znacznymi rabatami – czasami według doniesień około 20% poniżej cen rynkowych, choć dokładne dane są różne i trudne do zweryfikowania. Niektórzy obserwatorzy uważają, że Iran od dawna dążył do stworzenia krajowego internetu na wzór chińskiego i nabycia związanych z tym technologii filtrowania i kontroli, ale do tej pory nie był w stanie w pełni wdrożyć takiego systemu. Wiele osób postrzegało obecne wyłączenie jako test – lub jako demonstrację bardziej zaawansowanych ograniczeń niż dotychczas.
Białe karty SIM są częścią tego systemu. Są to karty SIM bez filtrowania i cenzury. W Iranie większość stron internetowych i platform jest blokowana, a ludzie potrzebują VPN. Białe karty SIM mogą to wszystko ominąć. Przez długi czas otrzymywały je tylko osoby blisko związane z reżimem. Po dwunastodniowej wojnie z Izraelem otrzymała je również ograniczona liczba dziennikarzy, w tym nawet niektórzy krytyczni wobec reżimu.
Jednak podczas tego powstania nawet białe karty SIM nie działały. Nic nie działało. W pewnym momencie nawet rządowe strony internetowe były niedostępne. Dlatego wiele osób twierdzi, że ten moment radykalnie różni się od wszystkiego, czego doświadczyli wcześniej.Wiele osób, w tym byli więźniowie polityczni, opisywało uczucie podczas blokady jako przebywanie w izolatce. Nie jako metaforę, ale jako rzeczywisty stan. Wydarzenia, które miały miejsce w irańskich więzieniach we wczesnych latach Islamskiej Republiki, zwłaszcza masakry lewicowców w latach 80., wydawały się wychodzić poza mury więzień i rozprzestrzeniać się w całym społeczeństwie. Logika więzienia rozszerzyła się i ogarnęła życie codzienne.

Czy możesz opowiedzieć więcej o masakrze cywilów 8 stycznia? Jak zareagowali na to ludzie w Iranie?
Roja: Trwa debata na temat liczby osób zabitych od czasu odcięcia internetu, zwłaszcza podczas dwóch nocy z czwartku na piątek, 8 i 9 stycznia, kiedy to ludzie zaczęli zalewać ulice, przejmując kontrolę nad wieloma miastami w całym kraju. Niektórzy mówią o pięciu tysiącach, inni o dziesięciu tysiącach, a jeszcze inni o dwudziestu, a nawet trzydziestu tysiącach. Jednocześnie oficjalne dane mówią o około 2000 ofiarach śmiertelnych, z których wiele, jak twierdzą, to członkowie własnych sił bezpieczeństwa, skutecznie zastępując ofiary agresorami. Ponad 25 000 osób zostało aresztowanych na ulicach, a wielu z nich grozi egzekucja.
Dla mieszkańców Iranu dokładna liczba nie ma większego znaczenia. Niezależnie od danych liczbowych Islamska Republika Iranu – a w szczególności IRGC i jej paramilitarna gałąź Basij – dopuściła się przemocy o zupełnie innym charakterze, szokującej i przerażającej nawet w kontekście długiej, krwawej historii represji państwowych w Iranie. Jedynym właściwym określeniem dla działań na taką skalę i systematycznego atakowania protestujących jest masakra.
Według zeznań naocznych świadków z protestów, relacji personelu medycznego w szpitalach i klinikach oraz dokumentacji placówek medycznych, amunicja i strzelby były używane systematycznie – a nie przypadkowo – a strzały były kierowane bezpośrednio w ważne organy: oczy, głowy, serca i tułów. Jedną z najbardziej widocznych i niszczycielskich form obrażeń była utrata wzroku przez dużą liczbę osób – coś, co było również stosowane na masową skalę podczas powstania Kobiety, Życie, Wolność w 2022 roku.
Ten poziom represji jest również formą kary, która pozostawia ślad na zbiorowości. Jest on również zorientowany na przyszłość, tak abyśmy następnym razem, gdy zaczniemy podbijać miasta poprzez masowe powstania, pamiętali te masakry – abyśmy nigdy nie zapomnieli, co nam się przydarzyło. Kara zostaje zatem wyryta na ciele i pozostawia ślad w zbiorowej pamięci.
Jedną z kluczowych różnic między obecnym powstaniem a poprzednimi jest to, że po raz pierwszy Islamska Republika Iranu używa terminu „terroryzm” w odniesieniu do protestujących. W przeszłości termin „zamieszkowiec” (اغتشاشگر) był używany w celu odróżnienia „legalnych” protestujących od tych, którzy byli przedstawiani jako dążący do destabilizacji rządu – ci drudzy byli często oskarżani przez służby bezpieczeństwa i wywiadu, a także urzędników (w tym Najwyższego Przywódcę) o powiązania ze Stanami Zjednoczonymi lub Izraelem. Dzisiaj „terrorysta” stał się oficjalnym słowem kluczowym dla każdego, kto protestuje na ulicach. Ludzie na ulicach nie są już traktowani jak obywatele – ani nawet jak „przestępcy”, których należy kontrolować. Zamiast tego są przedstawiani jako zewnętrzni agitatorzy i terroryści, wobec których państwo zastrzega sobie prawo do prowadzenia wojny.
Podczas gdy zachodni imperialiści wykorzystują brutalne represje Islamskiej Republiki do uzasadnienia własnych planów zmiany reżimu, zwolennicy tak zwanej „osi oporu” często starają się zaprzeczyć lub bagatelizować te represje i związane z nimi masowe zabójstwa. To zaprzeczanie – powszechne wśród zwolenników obozów, którzy popierają każdą siłę sprzeciwiającą się zachodniemu imperializmowi, niezależnie od jej wewnętrznych represji, stosunków klasowych i interwencji geopolitycznych – nie jest neutralnym błędem. Jest to antyimperializm głupców, zarówno w Iranie, jak i za granicą: tak bardzo skupiony na celu przeciwstawienia się imperializmowi, że odmawia uznania przemocy państwowej stosowanej pod pozorem antyimperializmu. W tym sensie nie są oni tylko w błędzie, ale są współwinni.
Czy mogłabyś powiedzieć więcej o tym, jak Islamska Republika postrzega obecne powstanie jako wojnę?
Roja: Wielu uczestników obecnego powstania rewolucyjnego opisuje swoje doświadczenia na ulicach – to, co dzieje się obecnie – jako wojnę. Wielu komentatorów spoza Iranu, opierając się na argumentach ilościowych, twierdzi, że podczas dwunastodniowej wojny zginęło tysiąc osób, ale w ciągu zaledwie dwóch dni w Iranie zginęło dziesiątki tysięcy ludzi. Ludzie porównują to nawet do ośmioletniej wojny irańsko-irackiej. Teraz, jak twierdzą, w ciągu dwóch dni liczba ta jest jeszcze wyższa.
Argumenty dotyczące „ilościowej skali” wojny historycznie służyły jako narzędzia imperialistycznej wojny. Podczas II wojny światowej Stany Zjednoczone oparły się właśnie na tej logice, bombardując Hiroszimę: jeśli wojna będzie trwała dalej, zginie milion osób; jeśli teraz zrzucimy bombę atomową, zginie mniej osób. To właśnie takie rozumowanie doprowadziło do użycia broni jądrowej. Ten sam rodzaj argumentacji był wielokrotnie wykorzystywany do uzasadnienia wojen imperialistycznych.
Musimy więc uważać na słownictwo związane z „wojną”. Zachodni imperializm często wykorzystuje język wojny, aby przedstawiać krwawe represje Islamskiej Republiki w sposób służący imperialnym interesom. Takie przedstawianie sytuacji pomaga uzasadnić i znormalizować zachodnią interwencję wojskową jako „odpowiedź” – przedstawianą jako wsparcie dla irańskiego narodu, a nawet jako humanitarną konieczność, aby go „uratować”. Z drugiej strony, kiedy Islamska Republika nazywa protestujących „terrorystami” i „agentami Mossadu”, traktując ich jak wrogów, faktycznie rozpoczyna wojnę przeciwko własnej ludności. Naraża to irańskie społeczeństwo na zewnętrzną interwencję imperialną poprzez bezprecedensową przemoc, jaką stosuje się wobec powtarzających się cykli powstań. W tym sensie Islamska Republika i mocarstwa imperialistyczne wzajemnie się wzmacniają. Nie są to siły równe, nie traktujemy ich jako równorzędne, ale działają one w ramach wzajemnej dynamiki. Jedna z nich wykorzystuje groźbę drugiej, aby uzasadnić represje. Druga wykorzystuje represje, aby uzasadnić interwencję. Znajdująca się pomiędzy nimi prawdziwa międzynarodowa solidarność zostaje osłabiona.
Pomiędzy zachodnim imperializmem a Islamską Republiką Iranu istnieje bardzo wąska ścieżka. Cała trudność polega na poruszaniu się pomiędzy tymi dwoma narracjami, nie popadając w ani kampizm, ani imperializm. Roja stara się jak najlepiej poruszać się tą ścieżką poprzez internacjonalizm oddolny, który priorytetowo traktuje walki wyzwoleńcze.
Dzisiaj wielu Irańczyków – głęboko sprzeciwiających się imperialistycznej wojnie – twierdzi jednak, że wojna już trwa: wojna prowadzona przez Islamską Republikę przeciwko samemu społeczeństwu. W tym kontekście ciągłej przemocy wewnętrznej, wyczerpania i zablokowanych perspektyw zmian, logika „mniejszego zniszczenia” powraca w tragicznej odwróconej postaci. Wojna z zewnątrz zaczyna być postrzegana nie jako katastrofa, ale jako ratunek. W ten sposób społeczeństwo doprowadzone do skrajności zaczyna desperacko czekać na wojnę, która zostanie mu narzucona.

II. O antyimperializmie głupców: suwerenność dla kogo?
W wielu zachodnich narracjach antyimperialistycznych Irańczycy są przedstawiani jako mający tylko dwie opcje: „suwerenny” Iran lub Iran okupowany przez zewnętrzne mocarstwa. Jaka jest Twoja odpowiedź na twierdzenie, że „suwerenność jest warunkiem wstępnym wyzwolenia”?
Roja: Zanim przejdę do kwestii „suwerenności” – którą rozumiem jako integralność terytorialną państwa i „bezpieczeństwo narodowe” – pozwólcie mi najpierw powiedzieć kilka słów o tym, jak Islamska Republika przedstawia się na arenie międzynarodowej jako siła antyimperialistyczna i zwolennik wyzwolenia Palestyny.
Od czasu rewolucji w 1979 roku Islamska Republika Iranu wykorzystuje antyimperialistyczną retorykę, aby usprawiedliwić zarówno represje wewnętrzne, jak i interwencje regionalne. Często posługuje się językiem „antyimperializmu” jako maską legitymizującą represje wewnętrzne. Na przykład po rewolucji kobietom narzucono przymusowe noszenie zasłon, które wielokrotnie przedstawiano jako ucieleśnienie ideału islamskiej kobiety – definiowanego w opozycji do wartości „zachodnich”. Ponadto w następstwie 12-dniowej wojny wiele osób zostało straconych pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Izraela. Obecnie protestujący są rutynowo oczerniani jako agenci Mossadu – zarzut ten funkcjonuje nie tyle jako twierdzenie oparte na faktach, ile jako technika polityczna służąca kryminalizacji sprzeciwu i legitymizacji przemocy.
Wbrew argumentom wysuwanym przez zwolenników kampizmu, nacjonalistów i niektórych dekolonialnych relacji, wewnętrznych represji w Iranie nie można oddzielić politycznie od jego samozwańczej opozycji wobec imperializmu. W logice politycznej Islamskiej Republiki „antyimperializm” nie jest jedynie stanowiskiem w polityce zagranicznej, ale także strategią rządzenia w kraju, która traktuje żądania wolności i równości jako zagrożenie dla „bezpieczeństwa narodowego”. W tym sensie geopolityka i represje wewnętrzne nie są równoległymi torami, ale wzajemnie się wzmacniającymi projektami.
Pod względem geopolitycznym Islamska Republika odgrywa aktywną rolę w kształtowaniu Bliskiego Wschodu poprzez coś, co nazywa „osią oporu”. Przypadek Syrii jest pouczający: Iran – wraz z Hezbollahem i Rosją – pomógł utrzymać dyktaturę Assada, którego metody represji stały się w pełni widoczne dopiero po jej upadku. Islamska Republika od dawna powtarza społeczeństwu: „Walczymy w Syrii, aby nie musieć walczyć w Iranie”, co po 12-dniowej wojnie straciło sens. Logika „bezpieczeństwo narodowe przede wszystkim” sugeruje, że życie i krew Syryjczyków nie miały znaczenia, ponieważ nie byli oni Irańczykami.
Ponieważ te dwa powiązane ze sobą procesy – represje wewnętrzne i interwencja regionalna – były wielokrotnie legitymizowane w imię antyimperializmu, wielu mieszkańców Iranu zraziło się do antyimperialistycznej polityki i walk. Dzieje się tak pomimo faktu, że antyimperializm był kluczowym wymiarem rewolucji z 1979 roku.
Wróćmy teraz do kwestii „suwerenności” w sensie państwowym tego terminu. Dyskurs „bezpieczeństwa narodowego” stał się coraz bardziej dominujący od czasu wojny w Syrii i 7 października [2023 r.], a zwłaszcza po 12-dniowej wojnie. Niektóre stanowiska kampistyczne i nacjonalistyczne przedkładają formę narodu nad jego merytoryczną treść. Jeśli rozumiemy naród w sensie merytorycznym, oznacza to prawa społeczne, demokratyczną reprezentację, zbiorowe samostanowienie i współistnienie różnych narodów. Różni się to zasadniczo od rozumienia narodu jako samej formy – integralności terytorialnej, scentralizowanej suwerenności i bezpieczeństwa narodowego.
Zarówno Islamska Republika, jak i jej zwolennicy obozowi zmobilizowali się wokół tej formuły – „bezpieczeństwa narodowego” i „integralności terytorialnej” – przyznając jej absolutną pierwszeństwo i spychając wszystkie inne walki na margines. Ale to pierwszeństwo jest fałszywe, ponieważ pomija podstawowe pytanie: bezpieczeństwo dla kogo i dlaczego priorytetowo traktuje się tylko jedną formę bezpieczeństwa? A co z bezpieczeństwem ekonomicznym? Jak niedawno pisaliśmy,
Podczas gdy państwo nieustannie mówi w imieniu „bezpieczeństwa narodowego”, samo stało się głównym źródłem braku bezpieczeństwa: nasilonego braku bezpieczeństwa życia poprzez bezprecedensowy wzrost liczby egzekucji, systematyczne złe traktowanie więźniów oraz nasilonego braku bezpieczeństwa ekonomicznego poprzez brutalne ograniczenie środków utrzymania ludności.
Wielokrotnie powtarza się nam: „To nie jest czas na protesty, to nie jest czas na bunt – w przeciwnym razie staniemy się Syrią, w przeciwnym razie spotka nas ten sam los, co Libię”. Prawdziwym pytaniem jest, jak stawić czoła tym sprzecznościom. Z jednej strony wojna i imperialistyczna fragmentacja społeczeństwa są realnymi zagrożeniami. Z drugiej strony muszą oni również walczyć z Islamską Republiką. Nie można po prostu odmawiać prawa do wypowiedzi i działania ludziom, którzy zostali pozbawieni sensu życia – których życie niewiele różni się od śmierci – mówiąc im: „Teraz nie jest na to czas, ponieważ bezpieczeństwo narodowe jest najważniejsze”.
W jaki sposób idea suwerenności jest kwestionowana w Iranie, zwłaszcza w zdominowanym przez Persów centrum w porównaniu z nieperskimi peryferiami?
Roja: Wszystko zależy od tego, o kim mówimy – dla kogo suwerenność stanowi ochronę, a dla kogo przejawia się przemocą. W Islamskiej Republice żyje wiele narodów, a doświadczenia związane z „suwerennością” są wśród tych populacji bardzo zróżnicowane.
Weźmy na przykład Beludżystan. Ludzie tam żyją w warunkach „kolonializmu wewnętrznego”. Pozbawiono ich nawet formalnego obywatelstwa. W Beludżystanie są tysiące ludzi, którzy nie są w ogóle uznawani w oficjalnym systemie państwowym; niektórzy nie mają nawet aktów urodzenia i są pozbawieni najbardziej podstawowych warunków życia. Dla ludności beludżystańskiej relacje z Islamską Republiką mają charakter wyzysku, któremu towarzyszy niezwykle silna obecność sił bezpieczeństwa. Kiedy państwo postrzegane jest jako kolonialne, agresywne i okupacyjne, mówienie ludziom, że suwerenność jest ważniejsza niż ich życie, nie ma sensu. Dlatego twierdzenie, że „suwerenność jest warunkiem wstępnym wyzwolenia” można zrozumieć – jeśli w ogóle – jedynie w kontekście złożonej dynamiki relacji między centrum a peryferiami oraz kwestii samostanowienia mniejszości etnicznych.
„Pierwszeństwo” „integralności terytorialnej” wynika z bardzo silnej tradycji nacjonalistycznej w Iranie. Od czasu powstania nowoczesnego państwa narodowego suwerenność traktowana jest jako najwyższa, nienaruszalna zasada. Nawet nacjonalistyczni lewicowcy często przedkładali suwerenność nad wszystko inne. Było to już głównym punktem spornym po rewolucji z 1979 r. i pozostaje nim do dziś.
Nawet podczas powstania w Jina w 2022 r. większość reakcji skupiała się na tej kwestii: osoby stojące na czele ruchu były wielokrotnie nazywane separatystami i oskarżane o chęć wywołania wojny domowej w kraju. Dzisiaj to samo ujęcie jest wykorzystywane do uzasadnienia fałszywego dylematu – trzeba wybrać między Islamską Republiką a wojną domową – przy czym wojna domowa jest przedstawiana jako zagrożenie dla suwerenności. Taki dyskurs wyklucza wszelkie możliwości zmian oddolnych.
Co ważniejsze, argument ten nie ma potwierdzenia w faktach. Przez cały okres porewolucyjny – od lat 80. do dziś – w Iranie nie było żadnej siły politycznej, która naprawdę dążyłaby do rozbicia kraju. Nawet kurdyjskie siły polityczne w swoich oficjalnych oświadczeniach i stanowiskach nigdy nie domagały się odłączenia od Iranu. Twierdzenie to jest narracją stworzoną przez reżim i siły nacjonalistyczne, która nie odzwierciedla rzeczywistości.
W tym sensie dyskurs o suwerenności ostatecznie wzmacnia Islamską Republikę, ponieważ odzwierciedla logikę samego reżimu. W ciągu ostatniej dekady – zwłaszcza od 2011 roku – reżim wielokrotnie powtarzał społeczeństwu: „Może nie macie nic, ale macie bezpieczeństwo. Nie staliście się Syrią dzięki nam, ponieważ gwarantujemy suwerenność narodową i bezpieczeństwo narodowe”. Argument ten był konsekwentnie wykorzystywany do delegitymizacji każdego powstania. Od 2017 r., ilekroć ludzie wychodzili na ulice, powracał ten argument: „Nie chcemy stać się kolejną Syrią”. Ale pytanie brzmi: dlaczego tak musi być? Dlaczego nie mogłaby nastąpić demokratyczna rewolucja? Nie jest to czysta fantazja; wiąże się to z rzeczywistymi zmaganiami i demokratyczną wyobraźnią polityczną.
Pomaga to również wyjaśnić, dlaczego w tym powstaniu głosy poparcia dla takich postaci jak [Reza] Pahlavi są częściej słyszalne w regionach centralnych. Mniejszości etniczne stanowią około 35–40% ludności. Ma to kluczowe znaczenie. Kiedy więc ludzie mówią „Irańczycy tak myślą”, musimy zapytać: którzy Irańczycy? Wiele osób w regionach peryferyjnych nie podziela tej perspektywy „suwerenności przede wszystkim”. Twierdzenie, że „Irańczycy tak myślą”, po prostu nie ma sensu.

III. O Palestynie: „własność państwowa” Islamskiej Republiki
Walka palestyńska i irańska są często przeciwstawiane sobie – zarówno w zachodnich narracjach antyimperialistycznych (takich jak „Oś oporu” kontra „Zio-Ameryka”), jak i w narracjach liberalnych (na przykład hasła typu „Ani Gaza, ani Liban, moje życie dla Iranu”). Jak monopolizacja i instrumentalizacja Palestyny przez państwo wpłynęła na postrzeganie i solidarność społeczeństwa irańskiego? Co spowodowało, że te dwie walki stały się od siebie oddzielone – a nawet wydają się sprzeczne – i jak wygląda oddolna solidarność irańczyków z wyzwoleniem Palestyny poza propagandą państwową, sojuszami wojskowymi i ramami „osi oporu”?
Leila: Jeśli chodzi o Palestynę, sytuacja jest bardzo skomplikowana.
Ogólnie rzecz biorąc, wśród dużej części społeczeństwa irańskiego sympatie dla Palestyny są obecnie niewielkie. Nie wynika to z tego, że ludzie nagle stali się zwolennikami Izraela, ale z tego, jak państwo mediuje i instrumentalizuje napięcia.
Wiele osób uważa, że Islamska Republika wyczerpuje budżet publiczny i inwestuje go w aparaty wojskowe działające w całym regionie, zamiast inwestować w opiekę społeczną. Ludzie borykają się z poważnymi problemami gospodarczymi. Ceny rosną. Zniesiono dotacje. Szpitale są prywatyzowane. System opieki zdrowotnej się rozpada. W tej sytuacji ludzie przypisują korupcję państwa wsparciu Islamskiej Republiki dla palestyńskiego ruchu oporu. Jest to bardzo powszechne błędne przekonanie.
Postrzeganie to zależy również w dużej mierze od tego, z kim rozmawiamy. Jeśli odejdziemy od centrum, miast i klasy średniej i spojrzymy na klasę robotniczą i regiony marginalizowane, obraz się zmienia. Wiek ma znaczenie. Geografia ma znaczenie.
W trakcie powstania zadzwoniła do mnie osoba z peryferii i powiedziała, że katastrofę, której doświadczają, można opisać tylko w jeden sposób. Powiedziała, że miasto wygląda jak Gaza. Gaza stała się więc punktem odniesienia. Dla tej osoby Gaza nie była abstrakcyjnym symbolem geopolitycznym. Była konkretnym sposobem opisania, jak wygląda przemoc państwowa.
Roja: W regionach arabskich, takich jak Chuzestan, panuje silna sympatia wobec Palestyny – i to nie tylko sympatia, ale silna więź. Palestyna była źródłem inspiracji dla ich własnych walk, a ich aktywiści byli powiązani z walkami palestyńskimi. Z tego powodu byli wielokrotnie represjonowani. Ludzi aresztowano za samo trzymanie palestyńskich flag lub wyrażanie solidarności. Państwo nie toleruje nikogo, kto popiera sprawę palestyńską; chce ją zmonopolizować.
Jest to jedna z głównych sprzeczności. Nawet lewicowcy w Iranie, którzy są zaangażowani w walkę o wyzwolenie Palestyny, uważają za prawie niemożliwe zorganizowanie jakiejkolwiek niezależnej akcji solidarnościowej z Palestyną. Jeśli próbują działać publicznie, są albo natychmiast represjonowani, albo ich działania są absorbowane i przekształcane przez narrację państwową. Palestyna staje się własnością państwa.
Stosunek Islamskiej Republiki do Palestyny – nawet jeśli przyjąć, że materialnie wspiera ona pewne formy oporu – opiera się zasadniczo na jej własnych interesach geopolitycznych i narodowych, a nie na zaangażowaniu w wyzwolenie Palestyny jako takie. Sami urzędnicy wielokrotnie powtarzają, że walczymy poza granicami naszego kraju, aby nie walczyć w nim. „Jeśli nie będziemy walczyć w Syrii, będziemy musieli walczyć w Iranie”. Palestyna jest traktowana w tych samych ramach.
Istnieje tu głęboka sprzeczność. Państwo, które morduje własnych obywateli, nie może być siłą wyzwalającą dla innych. Państwo, które zabija ludzi na ulicach, oślepia ich, więzi i skazuje na śmierć, nie może twierdzić, że walczy o sprawiedliwość gdzie indziej.
Jak te debaty dotyczące Palestyny i antyimperializmu są postrzegane w Kurdystanie i innych marginalizowanych regionach?
Roja: Dla Kurdów kwestia Palestyny zawsze wiązała się z dużym napięciem. Nie wynika to z teorii. Wynika to z pamięci politycznej i doświadczeń życiowych. Wynika to z ludobójstwa.
Istnieją momenty historyczne, takie jak ludobójstwo, które głęboko kształtują kurdyjską pamięć polityczną. Pierwszym z nich jest „kampania Anfal”. Została ona przeprowadzona przez Saddama Husajna podczas wojny irańsko-irackiej w irackim Kurdystanie. Około 180 tysięcy Kurdów zostało zabitych – tylko dlatego, że byli Kurdami. Zarzutem uzasadniającym ludobójstwo było to, że współpracowali z Iranem.
Istotne jest nie tylko samo ludobójstwo, ale także reakcja niektórych części świata arabskiego w tamtym czasie. Większość państw arabskich poparła Saddama Husajna. Również przywódcy palestyńscy poparli Saddama podczas kampanii Anfal. Arafat poparł go otwarcie. Nawet Edward Said zaprzeczył kampanii Anfal w swoich pismach z początku lat 80. Dla Kurdów było to bardzo bolesne doświadczenie. Nie była to tylko zdrada. Było to wymazanie.
Następnie mamy Afrin w Syrii. W 2018 roku Afrin, który jest częścią Rożawy, został zajęty przez armię turecką. Okupacja wiązała się z systematyczną przemocą wobec ludności cywilnej, w tym kobiet i dzieci. Wiązała się z wysiedleniami i zniszczeniami.
Podczas tej okupacji przedstawiciele Hamasu udali się do Afrinu, podczas gdy armia turecka okupowała miasto. Świętowali razem z armią turecką i powiedzieli to bardzo wyraźnie. Powiedzieli, że jest to przykład dla Bliskiego Wschodu. Powiedzieli, że jest to coś, co powinno być powielane. Dla Kurdów ten moment był druzgocący.
W rezultacie od dawna istnieje głęboka przepaść między kurdyjskimi walkami politycznymi a arabskim i perskim nacjonalizmem, a także częścią samozwańczej antyimperialistycznej lewicy, która często nie dostrzegała kurdyjskiej walki.
Jednocześnie należy podkreślić, że historycznie ruchy kurdyjskie należały do najsilniejszych zwolenników wyzwolenia Palestyny. Pierwsze pokolenie kurdyjskich organizacji rewolucyjnych, zwłaszcza w latach 80., ogłosiło walkę zbrojną ramię w ramię z palestyńskimi i libańskimi ruchami rewolucyjnymi. Istniała organiczna relacja polityczna i militarna.
Jednak dzisiaj w świadomości Kurdów pojawiły się pytania. Dlaczego ludobójstwa Kurdów nie są uznawane, podczas gdy inne ludobójstwa są uznawane? Dlaczego nikogo nie obchodzi, kiedy giną Kurdowie? Dlaczego życie Kurdów jest zawsze traktowane jako drugorzędne?
Nie chodzi tylko o przeszłość. To dzieje się ponownie teraz. Podczas demonstracji w Europie Kurdowie widzieli zdjęcia Saddama Husajna noszone podczas protestów popierających Palestynę. Przyjaciele, którzy niedawno wrócili z Syrii, mówią, że wizerunek Saddama pojawia się tam ponownie, jest eksponowany i celebrowany. Dla Kurdów jest to nie do zniesienia. Osoba, która dokonała na nich ludobójstwa, jest przywracana w imię oporu.
Jeśli zgodzimy się z argumentem, że w obliczu zagrożenia egzystencjalnego naród może szukać wsparcia wszędzie tam, gdzie jest ono dostępne – niezależnie od charakteru państwa udzielającego wsparcia – to pytanie to należy zadawać konsekwentnie. Wielu obrońców palestyńskiego ruchu oporu uzasadnia taktyczne sojusze z regionalnymi mocarstwami koniecznością przetrwania w obliczu oblężenia, a nie tym, że mocarstwa te są emancypacyjne lub demokratyczne. Jeśli ta logika jest uznawana za uzasadnioną w jednym przypadku, dlaczego jest tak kategorycznie odrzucana w odniesieniu do Kurdów, którzy również stanęli w obliczu zagłady, bezpaństwowości i wielokrotnego porzucenia?
Problem nie dotyczy zatem czystości sojuszników, ale selektywnego stosowania standardów moralnych i politycznych, które zmieniają się w zależności od układów geopolitycznych, a nie od konkretnych warunków przetrwania, w jakich znajdują się uciskane narody.
Zdałam sobie z tego sprawę, gdy moja syryjska przyjaciółka, członkini mniejszości druzyjskiej, która niedawno doświadczyła masakr z rąk Al-Jolaniego, szefa nowego syryjskiego rządu frakcyjnego, powiedziała mi coś. Powiedziała: „Przez całe życie byłam przeciwna Izraelowi”. Płakała, pokazując mi palestyńską kefiję owiniętą wokół szyi i powiedziała: „ Zawsze noszę palestyńską kefiję, gdziekolwiek się udaję. Muszę jednak przyznać, że gdyby nie wsparcie Izraela podczas ostatnich ataków Al-Jolaniego na Druzów w Syrii, mój lud zostałby całkowicie wymordowany. Jak mogę pozwolić sobie na stwierdzenie, że mój lud może być mordowany, ale nie powinien przyjmować pomocy od Izraela?”. Myślę, że ma rację. Tak samo jak my, Irańczycy, nie mamy prawa mówić Palestyńczykom, że mogą zostać wymordowani, ale nie powinni przyjmować pomocy od Iranu ani żadnego innego represyjnego państwa. Możemy jednak powiedzieć, że konieczność przyjęcia pomocy w sytuacji zagrożenia życia nie oznacza, że popieramy politykę Izraela, Iranu czy Stanów Zjednoczonych. Nie oznacza to, że ignorujemy zbrodnie popełniane przez te kraje wobec innych narodów. O takiej logice mówię i nie powinno to być podwójnym standardem.

Skoro wielu aktywistów przebywa obecnie na wygnaniu, co faktycznie można zrobić spoza Iranu i jakie ograniczenia i obowiązki kształtują dziś organizowanie się diaspory?
Roja: Ponieważ irańska skrajna prawica staje się realnym zagrożeniem dla demokracji, inne postępowe i lewicowe grupy w diasporze są gotowe do współpracy, co wcześniej nie miało miejsca. Ten wspólny wróg (Pahlavi, a także IR) przyczynia się do tworzenia wszelkiego rodzaju zjednoczonych frontów i bloków.
Pracujemy również nad utrzymaniem długotrwałych kontaktów z różnymi kolektywami i organizacjami od Palestyny po Azję Wschodnią, w szczególności z nowym pokoleniem w Chinach, Tajwanie i Bangladeszu. Budujemy powiązania między grupami z Beludżystanu, Kurdystanu i Iranu.
Po raz pierwszy zorganizowaliśmy w Paryżu dużą, wyraźnie antymonarchistyczną demonstrację przeciwko Islamskiej Republice. Pokazało to, że w Europie również istnieje postępowa, lewicowa, antywojenna opozycja. Następnie skontaktowali się z nami aktywiści z innych miast, zachęcając nas do budowania szerszych, mniej dogmatycznych sojuszy, zdolnych do zorganizowania opozycji zarówno wobec monarchii, jak i Islamskiej Republiki.
W diasporze znajdujemy się w uprzywilejowanej pozycji, pozwalającej nam walczyć jednocześnie na wielu frontach. Jeden front to walka z imperializmem zachodnim. Kolejny to walka z Islamską Republiką. Jeszcze inny to walka z zwolennikami Islamskiej Republiki, którzy zaprzeczają lub delegitymizują powstanie.
Co ważniejsze, staramy się podkreślać, że uciskani ludzie i klasy społeczne na Bliskim Wschodzie mają wspólny los – że walki w Iranie, Kurdystanie, Palestynie i Libanie są ze sobą powiązane i że musimy uczyć się od siebie nawzajem oraz rozwijać politykę internacjonalistyczną opartą na wspólnej płaszczyźnie i artykulacji walk społecznych.
Międzynarodowość polega właśnie na tym: interesuję się Palestyną, ponieważ jest ona bezpośrednio i natychmiastowo powiązana z naszym życiem, a także kształtuje losy walk społecznych. Twoja walka jest moją walką, moja walka jest twoją walką, pomimo wszystkich różnic i sprzeczności. Właśnie wokół tych kwestii organizujemy się dzisiaj w Roja.























































































