Do walki włączyli się strażacy, nauczyciele i pracownicy służby zdrowia, wskazując na zamrożone płace i podupadające usługi publiczne.
We wtorek Francję ogarnęła fala masowych protestów i strajków w sektorze publicznym; setki tysięcy pracowników i uczniów wyszły na ulice, by sprzeciwić się polityce zaciskania pasa oraz drastycznemu wzrostowi kosztów utrzymania. Do mobilizacji tej dochodzi na kilka dni przed planowaną prezentacją nowego budżetu przez rząd oraz na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi, w których obecnie największe szanse na zwycięstwo przypisuje się skrajnej prawicy.
Koalicja związków zawodowych, obejmująca m.in. CGT i CFDT, zorganizowała w całym kraju ponad 170 marszów. O ile Ministerstwo Spraw Wewnętrznych szacowało liczbę uczestników na 200 tysięcy, o tyle związek CGT wskazywał na 300 tysięcy, przy czym w samym Paryżu protestowało od około 30 do 70 tysięcy osób.

Równolegle ze strajkami pracowniczymi w szkołach średnich wybuchł gwałtowny ruch protestacyjny uczniów. Sprzeciwiając się przepełnionym klasom i niedoborom kadrowym, uczniowie blokowali setki placówek w całym kraju. W regionie Île-de-France protesty przybrały gwałtowny charakter; w mediach społecznościowych pojawiły się nagrania pokazujące policję używającą gazu łzawiącego z bliskiej odległości. Minister spraw wewnętrznych Laurent Núñez poinformował o 440 zatrzymaniach i 48 rannych funkcjonariuszach służb, natomiast Ministerstwo Edukacji potwierdziło obrażenia u 31 osób, w tym uczniów i pracowników szkół.
W protestach wzięło udział bardzo zróżnicowane grono osób. Strażacy, wystawieni na ciężką próbę podczas katastrofalnego lata pożarów, maszerowali pod transparentami z hasłem: „Francja płonie, a wraz z nią jej strażacy”. Podobne nastroje wyrażali nauczyciele i pracownicy służby zdrowia, wskazując na braki kadrowe oraz pogarszające się warunki pracy. Mathilde Bourgain, nauczycielka fizyki z Paryża, opisała system znajdujący się na skraju załamania, zauważając, że wielu pedagogów jest obecnie zmuszonych do pracy w kilku placówkach, by wypełnić luki spowodowane cięciami budżetowymi.

Główną przyczyną niepokojów jest ogłoszona przez premiera Sébastiena Lecornu propozycja korekty fiskalnej o wartości 54 mld euro, mająca na celu walkę z rekordowym zadłużeniem publicznym. Dla wielu pracowników ten środek oszczędnościowy stanowi punkt krytyczny. Przywódcy związkowi zwracali uwagę na ogromną dysproporcję w sile nabywczej: według danych INSEE skumulowana inflacja od 2017 roku wyniosła około 24%, podczas gdy płace w sektorze publicznym wzrosły w tym samym okresie zaledwie o około 5%.
Niepokoje wywołały polityczną burzę. Premier Lecornu skrytykował „nieodpowiedzialną eskalację”, podsycaną przez lewicową partię La France Insoumise (LFI). W odpowiedzi lider LFI, Jean-Luc Mélenchon, oskarżył rząd o zarządzenie „represji” wobec młodzieży, która jedynie broni swojej przyszłości.
Ostrzegając, że „narasta oburzenie”, związki zawodowe zaplanowały już na początek października serię kolejnych działań, w tym strajki pracowników sektora energetycznego, zatrudnionych w firmie TotalEnergies oraz emerytów.





















































































