Skontaktuj się z nami

Hej, czego szukasz?

161 CREW

Świat

Iran między represjami, kooptacją a wojną: trzy fale kontrrewolucji

Tłumaczenie artykułu z CrimethInc.

W poniższej analizie Somayeh Rostampour pokazuje, jak represje stosowane przez irański rząd w celu stłumienia protestów, monarchistyczne próby kooptacji ruchów opozycyjnych i popchnięcia ich w stronę prawicy oraz atak militarny, który Stany Zjednoczone i Izrael prowadzą obecnie przeciwko Iranowi, stanowią różne fronty w ramach jednej kontrrewolucji, wzajemnie się wzmacniając i łącząc, aby stłumić możliwość prawdziwego wyzwolenia. 

Somayeh Rostampour jest kurdyjską aktywistką feministyczną z Iranu, która uczestniczy w międzynarodowej sieci oraz feministycznej, antyimperialistycznej, lewicowej grupie w Paryżu, założonej w 2022 roku przez wygnanych aktywistów z Iranu, Afganistanu i Kurdystanu po powstaniu Jin, Jiyan, Azadî. Grupa wspiera walki poddanych reżimu w Iranie. 


Między represjami a wojną 

W 2024 roku Donald Trump bierze udział w wiecach pod hasłami takimi jak „bądź nieposłuszny” i „masowe deportacje teraz”. Jeśli faszyści są naszymi zaprzysięgłymi wrogami, to nie tylko dlatego, że ich projekt jest przeciwieństwem naszego. Są naszymi zaprzysięgłymi wrogami, ponieważ bronią swojego projektu pod rewolucyjną przykrywką, czerpiąc z impulsów i aspiracji ludowego buntu, będąc jednocześnie ostatnią deską ratunku dla centrów.  Putin, Meloni, Le Pen, podobnie jak wielu innych, wykorzystują frustrację i upokorzenie klasy robotniczej, osłabionej przez najnowsze zmiany w kapitale, aby umocnić swoje antyestablishmentowe stanowisko, tak aby lepiej bronić systemu.  Twierdzą, że chcą zmienić wszystko, aby nic się nie zmieniło. Dzisiaj reakcjoniści stają się coraz bardziej radykalni, podczas gdy postępowcy grzęzną w umiarkowaniu.
Rewolucje naszych czasów: manifest internacjonalistyczny

Pod koniec 2025 roku, na tle kryzysu gospodarczego i rosnącego sprzeciwu wobec reżimu teokratycznego, w Iranie wybuchło nowe powstanie ludowe, wywodzące się z poprzedzających je cykli buntów. Od 2017 roku połączenie kryzysów gospodarczych, społecznych, ekologicznych i politycznych zradykalizowało irańskie społeczeństwo poza wszelkie reformistyczne horyzonty.

W ciągu ostatniej dekady Iran doświadczył co najmniej pięciu ogólnokrajowych powstań i tysięcy masowych protestów. Rosnące bezrobocie, inflacja, ubóstwo i nierówności sprawiły, że kraj stał się podatnym gruntem dla mobilizacji społecznych, od strajków generalnych po bunty społeczne. Te powtarzające się kryzysy podsyciły głębokie niezadowolenie, zwłaszcza wśród klasy robotniczej, studentów, emerytów i bezrobotnej młodzieży, którzy wielokrotnie wychodzili na ulice, by potępić te niesprawiedliwości. Brak wolności i perspektyw – szczególnie dla pokolenia borykającego się ze stopą bezrobocia sięgającą prawie 50 procent – był jednym z głównych katalizatorów powstań. Kiedy 80 procent pracowników utrzymuje się z umów tymczasowych trwających krócej niż sześć miesięcy, kiedy emeryci i pracownicy sektora publicznego często zarabiają równowartość zaledwie 100 dolarów miesięcznie, podczas gdy czynsze w Teheranie osiągają poziomy porównywalne z tymi w miastach europejskich, nie jest zaskakujące, że Iran stał się jednym z najbardziej niespokojnych i kontrowersyjnych krajów Azji Zachodniej.

Uznanie tych czynników strukturalnych nie oznacza sprowadzania tych powstań wyłącznie do buntów ekonomicznych. Taka analiza, propagowana przez niektóre nurty kampistyczne (czyli selektywnie „antyimperialistyczne”), jest zarówno myląca, jak i politycznie konserwatywna: przedstawia ona bunt ludowy wyłącznie jako reakcję na trudności, pomijając przy tym sposoby, w jakie protestujący świadomie decydują się przeciwstawiać autorytaryzmowi, patriarchatowi i reżimowi. Poprzez wyewentualizowanie przyczyny kryzysu i skupienie się na sankcjach lub imperialnej agresji zamiast na formach dominacji i represji stosowanych przez sam reżim, normalizuje to i usprawiedliwia Islamską Republikę.

Mobilizacje te mają głęboko polityczny charakter zarówno pod względem formy, jak i treści. Kwestionują one nie tylko nierówności i zubożenie, ale całą architekturę rządów: autorytarną władzę państwową, przymus oparty na płci, odmawianie wolności, zamykanie horyzontów demokratycznych. Oprócz żądania lepszych warunków wyrażają one odmowę porządku, który te warunki wytwarza, stąd ich powracająca tendencja do przyjmowania formy otwartego żądania obalenia reżimu.

W każdym cyklu protestów represje przekształcały społeczny gniew w bezpośrednią opozycję wobec samego reżimu. Powstanie ze stycznia 2025–2026 r., które miało szerszy zasięg niż poprzednie, rozpoczęło się na bazarze w Teheranie i szybko rozprzestrzeniło się na studentów, ubogich mieszkańców miast, robotników, drobnych sklepikarzy i marginalizowane peryferie, ostatecznie obejmując ponad 210 miast w 31 prowincjach. Reżim zareagował na gniew społeczny przemocą bez precedensu we współczesnym Iranie, wyłączając sieci telefoniczne i internet oraz umacniając kontrolę poprzez aparat represji wzmocniony autorytarnymi technologiami nadzoru i modelami kontroli cyfrowej powiązanymi z jego sojusznikami, Chinami i Rosją. W ciągu kilku nocy reżim zabił tysiące ludzi.

Sześć tygodni później, 28 lutego 2026 r., koalicja amerykańsko-izraelska przeprowadziła nalot na kraj. Ali Chamenei, Najwyższy Przywódca, zginął w wyniku bombardowania swojej rezydencji przez podmioty, które same dopuszczają się ludobójstwa. Jednak długo po potwierdzeniu jego śmierci Teheran wystrzelił salwy rakiet w kierunku Izraela, co sugeruje, że jego struktura dowodzenia pozostała sprawna nawet w obliczu braku najwyższego przywódcy. Iran rozszerzył również swoje ataki na inne kraje, w szczególności państwa Zatoki Perskiej, w których znajdują się amerykańskie bazy wojskowe, w tym Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabię Saudyjską i Kuwejt.

Ta sekwencja wydarzeń rodzi pilne pytanie: w następstwie rewolucyjnego momentu w 2022 roku, jak to się stało, że horyzont emancypacji mógł zostać zamknięty na rzecz powrotu do autorytarnego porządku w 2026 roku? Musimy zbadać, w jaki sposób dzieje się to nie tylko w wyniku represji państwowych, ale także poprzez bardziej rozproszoną kontrrewolucję, promowaną przez narracje medialne i nowe sojusze polityczne, ukryte pod retoryką „wyzwolenia”.

Zrozumienie współczesnego Iranu wymaga czegoś więcej niż tylko analizy rewolucji – wymaga również analizy kontrrewolucji.  Nie wystarczy zbadać powstania; trzeba również uchwycić siły, które dążą do ich neutralizacji, przekierowania, osłabienia lub skierowania w stronę autorytarnego rozwiązania.

Represje Islamskiej Republiki wobec powstania ze stycznia 2026 r. oraz amerykańsko-izraelska ofensywa wojskowa, która rozpoczęła się 28 lutego 2026 r., nie są ani dwoma odrębnymi wydarzeniami, ani dwiema przeciwstawnymi formami przemocy, z których jedna jest „zła”, a druga „wyzwalająca”. Należy je raczej postrzegać jako część jednego procesu kontrrewolucyjnego, który rozpoczął się na długo przed eskalacją do działań zbrojnych.

Przed wewnętrzną masakrą i przed wojną zewnętrzną rozpoczęła się już wcześniejsza faza: polityczna, medialna i symboliczna kontrrewolucja, napędzana w szczególności przez irańską prawicę nacjonalistyczną i monarchistyczną (zwłaszcza w diasporze), która dążyła do neutralizacji, zniekształcenia i zawłaszczenia znaczenia hasła „Jin, Jiyan, Azadî” [„ Kobiety, Życie, Wolność”], aby ponownie wpisać go w szowinistyczny, autorytarny, antylewicowy i ostatecznie militarystyczny program. Chociaż rewolucja, która rozpoczęła się w 2022 roku, głęboko podkopała legitymację Islamskiej Republiki, reżim był w stanie ponownie się ustabilizować po 7 października 2023 roku, a jeszcze bardziej zdecydowanie po pierwszym ataku amerykańsko-izraelskim w czerwcu 2025 roku.

Ta odnowiona legitymizacja została poważnie zachwiana przez masakrę ze stycznia 2026 roku. Jednak zaledwie kilka tygodni później nowy atak kolonialnego Izraela i imperialistycznych Stanów Zjednoczonych pogłębił proces kontrrewolucyjny, wymierzając w Iran tę samą machinę przemocy, którą wcześniej rozpętano w Strefie Gazy, Libanie i innych częściach Azji Zachodniej. Wojna ta, prowadzona pod fałszywymi pretekstami, zniszczyła już szkoły i szpitale oraz zabiła setki cywilów w Iranie. Pomimo zniszczeń przywróciła ona również reżimowi pewną legitymizację, szczególnie na arenie międzynarodowej oraz wśród części światowej lewicy. Czasami lewica ta przywiązywała większą wagę do masakry Irańczyków dokonywanej przez imperialistyczną broń niż do masakry Irańczyków dokonywanej przez pociski reżimu.

Jak wielokrotnie podkreślał Najwyższy Przywódca Ruhollah Chomeini podczas wojny irańsko-irackiej (1980–1988): „Wojna jest błogosławieństwem dla Islamskiej Republiki Iranu”. Służy ona narzuceniu spójności, uciszeniu wewnętrznego sprzeciwu i odnowieniu legitymizacji reżimu.

Wojna z Iranem w 2026 r. nie może być więc rozumiana jako zerwanie z kontrrewolucją, ale raczej jako jej militarne spełnienie. Zamiast przyspieszyć upadek reżimu, wojna prawdopodobnie tylko wzmocni państwowy nacjonalizm i zamknie możliwość autonomicznej transformacji społecznej. Nawet jeśli reżim upadnie, to w wyniku tej wojny to, co nastąpi później, będzie jeszcze bardziej reakcyjne.

Wojna już wzmocniła etnonacjonalizm i wewnętrzną spójność polityczną. Widać to w mianowaniu Mojtaby Chameneiego nowym Najwyższym Przywódcą. Represje wewnętrzne i wojna zewnętrzna wzajemnie się wzmacniają. W takich warunkach społeczeństwo obywatelskie ulega erozji, opozycja jest piętnowana, a każda droga wyjścia z kryzysu staje się trudniejsza.

Rozumiane w ten sposób styczniowa masakra i lutowa wojna jawią się nie jako dwa zerwania, ale jako dwie asymetryczne fazy tej samej zbrojnej kontrrewolucji – wewnętrznej, za pośrednictwem państwa irańskiego, i zewnętrznej, za pośrednictwem mocarstw imperialistycznych – następującej po rojalistycznej próbie przesunięcia mobilizacji społecznych w prawo. We wszystkich trzech przypadkach celem ataku jest nie tylko reżim czy ludność, ale sama możliwość emancypacyjnej transformacji oddolnej.

Od rewolucji Jin, Jiyan, Azadi do kontrrewolucji z 2026 roku

Aby zrozumieć sekwencję wydarzeń od 2022 do 2026 roku – bez odwoływania się do decydujących wydarzeń historycznych, takich jak zamach stanu z 1953 roku, Biała Rewolucja z 1963 roku czy Rewolucja Islamska z 1979 roku – musimy uznać, że kontrrewolucja nie rozpoczęła się wraz ze styczniową masakrą ani wraz z wojną, która rozpoczęła się w lutym, ale wcześniej, w sferze politycznej, medialnej i symbolicznej. Powstanie Jin, Jiyan, Azadî nie tylko podważyło obowiązkowe noszenie zasłon czy potępiło zabójstwa dokonanego przez państwo; otworzyło ono feministyczny, ludowy i dekolonialny horyzont rewolucyjny, czyniąc możliwą transformację od dołu, napędzaną przez kobiety, przez marginalizowane ludy peryferyjne (zwłaszcza Kurdów i Beludżów), przez młodzież, robotników i zaniedbane regiony. Zdestabilizowało ono również zarówno monarchistyczne, jak i reformistyczne narracje, ujawniając, w jaki sposób dominacja płciowa, relacje klasowe i „wewnętrzny kolonializm” państwa są ze sobą powiązane.

To właśnie ten horyzont stał się celem początkowej ofensywy kontrrewolucyjnej, prowadzonej nie tylko przez reżim, ale także przez elementy opozycji, zwłaszcza kręgi nacjonalistyczne i monarchistyczne w diasporze. Siły te dążyły do pozbawienia hasła „Jin, Jiyan, Azadî” jego treści, zastępując je formułami takimi jak „Mężczyzna, Ojczyzna, Dobrobyt” i przekształcając je w ramach męskiej, centralistycznej, antylewicowej i prowojennej retoryki. To odwrócenie posunęło się tak daleko, że sprawiło, iż hasło „Jin, Jiyan, Azadî wydawało się zgodne z przemocą kolonialną – na przykład, gdy było wyświetlane obok flag izraelskich i na tle ruin Gazy w celu usprawiedliwienia ludobójstwa.

W 2023 roku irańscy przywódcy prawicowi zebrali się na Uniwersytecie Georgetown w imię jedności, aby omówić Iran po Jinie. Chociaż ta próba zawarcia sojuszu ostatecznie się nie powiodła, pogłębiła istniejące podziały i przyczyniła się do wycofania się sił postępowych, co stanowiło bezpośrednie przeciwieństwo solidarności, które ukształtowały się w 2022 roku. Uczestnicy systematycznie próbowali zdyskredytować siły awangardowe powstania: obrażali krytyczne feministki, oczerniali studentów, nazywając ich „Mojahedin” (w nawiązaniu do Ludowej Organizacji Mojahedin), oskarżali Kurdów i Beludżów o „separatyzm” oraz sprowadzali wszelkie żądania autonomii lub pluralizmu do zagrożenia dla „integralności terytorialnej”.

Ich nastawienie wobec Nowruz (kurdyjskiego święta Nowego Roku) ukształtowało tę logikę. Część centralnych elit i prawicowych nacjonalistów przedstawiła ten przejaw kultury ludowej jako zagrożenie separatystyczne. List otwarty do państwa podpisany przez 800 intelektualistów z „centrum” (w sensie politycznym, geograficznym, językowym i etnicznym), z których większość stanowili irańscy republikanie, stanowił paradygmatyczny wyraz tej tendencji. Wynikły z tego trzy konsekwencje: dalsze wykluczenie grup etniczno-narodowych, rosnąca nieufność wobec „centrum” (w tym jego patriotycznej lewicy) oraz mniejszy udział tych grup w powstaniu z 2026 roku. Jednocześnie lewica – już osłabiona jako siła podtrzymująca horyzont, który otworzył się w 2022 roku – stawała się jeszcze bardziej rozdrobniona.

Konsekwencje odwrócenia znaczenia hasła „Jin, Jiyan, Azadî” stały się widoczne w niektórych kręgach lewicowych, gdzie ludzie patologizowali sprawczość uciskanych narodów, zwłaszcza Kurdów. Podobnie jak w przypadku mizoginicznej logiki, która obwinia ofiary napaści seksualnej za „prowokacyjny ubiór”, niektóre lewicowe analizy niejawnie przedstawiały mobilizację Kurdów lub Beludżów jako prowokację, która sprowadzała przemoc państwową lub interwencję zagraniczną. Jest to zarówno etycznie, jak i teoretycznie nieuzasadnione, ponieważ wyrywa walkę z jej materialnego kontekstu, przenosi odpowiedzialność za cierpienie ze struktur dominacji na tych, którzy się im opierają, i nieumyślnie sprzymierza się z siłami, którym rzekomo się sprzeciwia. W tej atmosferze nawet pamięć o powstaniu Jin, Jiyan, Azadî stała się polem bitwy. Jego radykalną obietnicę stopniowo zastąpił hegemoniczny porządek zorganizowany wokół zmilitaryzowanej normalności.

Tymczasem izraelska ofensywa oraz propaganda rozpowszechniana przez prawicowe i skrajnie prawicowe media, takie jak Manoto i Iran International, pomogły zneutralizować radykalną obietnicę Jin, Jiyan, Azadî, tłumiąc jej wyzwanie wobec hierarchii etnicznych oraz jej redefinicję suwerenności jako dobra wspólnego, aby promować porządek oparty na rasizmie, centralizacji i militaryzacji.

Zmiany geopolityczne przyspieszyły tę transformację. „Wojna dwunastodniowa”, którą Izrael prowadził przeciwko Iranowi w czerwcu 2025 roku, wzmocniła zarówno nacjonalizm, jak i rasistowską władzę państwa, ułatwiając przedstawianie uczestników powstania (zwłaszcza Kurdów i Beludżów) jako „separatystów”. Stopniowo pluralistyczne aspiracje z 2022 r. ustąpiły miejsca logice bezpieczeństwa, wykluczenia i dyscypliny. Niektórzy byli „patrioci” pomogli legitymizować władzę państwową jako „bastion” przeciwko wrogowi zewnętrznemu; nacjonalizm ugruntował się, utrwalając hierarchie etniczne i płciowe oraz obniżając polityczny koszt dyskursu persocentrycznego i ksenofobicznego. Państwowa kampania przeciwko afgańskim migrantom (w tym przymusowe wydalenie ponad dwóch milionów osób) była wspierana zarówno przez przedstawicieli reżimu, jak i monarchistów oraz nacjonalistów, co jeszcze bardziej znormalizowało rasizm w sferze społecznej. W tym klimacie doraźne egzekucje Kurdów i Afgańczyków oskarżonych o szpiegostwo na rzecz Izraela spotkały się z niewielkim sprzeciwem.

Wytworzenie afganofobii i kurdofobii nie było przypadkowe. Było integralną częścią porządku po powstaniu.

Stało się to szczególnie jasne w przypadku sojuszu pięciu partii kurdyjskich ogłoszonego 22 lutego 2026 r., który łączył upadek reżimu z prawem Kurdystanu do samostanowienia w ramach demokratycznego Iranu, jednocześnie kładąc nacisk na wartości demokracji, praw kobiet, ekologii i równości. Sojusz ten został natychmiast nazwany „separatystycznym” zarówno przez monarchistycznego „księcia koronnego” Rezę Pahlaviego, jak i media Islamskiej Republiki. Ten pierwszy powołał się na „obowiązek narodowy” obrony „integralności terytorialnej”, podczas gdy te drugie przedstawiały sojusz jako „jeden z elementów projektu amerykańsko-izraelskiego”. Część republikanów w irańskiej opozycji (głównie liberałowie z dawnych nurtów reformatorskich) również broni idei świeckiego i demokratycznego państwa opartego na scentralizowanym nacjonalizmie.

W ten sposób wspólny wątek przebiega przez skądinąd przeciwstawne obozy: sprzeciw wobec autonomii uciskanych narodów. Ta linia podziału ujawnia, kto wyznaje zasady powstania z 2022 roku, a kto nie.

W ramach tej polaryzacji opozycja coraz bardziej skupia się wokół dwóch bloków: z jednej strony horyzontu rewolucyjnego, który otworzył się w 2022 roku wokół haseł Jin, Jiyan, Azadî, dążącego do transformacji stosunków władzy oraz tożsamości narodowych i płciowych od podstaw; z drugiej strony prawicowego – a czasami wręcz skrajnie prawicowego – bloku kontrrewolucyjnego (monarchistów), na czele którego stoją pahlaviści, ale wykraczający poza nią, łączący centralistyczny etatyzm z militaryzmem i zorientowany na przywrócenie starego porządku. To właśnie oni, członkowie diaspory, tańczyli i świętowali wojnę na ulicach Zachodu, podczas gdy imperialistyczne bomby spadały na ludność Iranu i ich domy.

Reza Pahlavi miał wcześniej jedynie ograniczoną bazę i nie dysponował solidnym aparatem organizacyjnym, ale wykorzystał szansę, która otworzyła się po 2022 roku. Przyjmując linię nacjonalistyczną i antylewicową, zjednoczył te segmenty opozycji, które były wrogo nastawione do wiodącej roli kobiet, Kurdów, Beludżów i robotników, a jednocześnie wykorzystał pragnienie „szybkiego obalenia” reżimu przy wsparciu Zachodu. Jego wcześniejsze próby zbliżenia się do osi Gwardii Rewolucyjnej i reformistów zakończyły się niepowodzeniem, ale zwłaszcza po 7 października 2023 r. skorzystał ze wsparcia podmiotu, który może być niewielki, ale mimo to potężny. Mianowicie Izraela.

Nacjonalistyczne, seksistowskie, homofobiczne, rasistowskie i antylewicowe hasła, które pojawiły się w 2026 r., zarówno na ulicach, jak i na uniwersytetach, są częścią kontrrewolucyjnego odwetu. Jest to antylewicowa kontrofensywa napędzana strachem przed siłą grup marginalizowanych – awangardy roku 2022 – oraz tych, którzy je wspierali, ale także wyczerpaniem politycznym i poczuciem bezradności w obliczu odporności reżimu. Postrzegane porażki wcześniejszych strategii pomogły legitymizować przekazanie inicjatywy siłom reakcyjnym, w razie potrzeby nawet poprzez wojnę.

W rzeczywistości formacje te, czy to kierowane przez państwo, czy opozycyjne, są nie tylko reakcyjne – są również pasożytnicze. Żywią się twórczą energią powstań tylko po to, by ją zneutralizować i skierować na cele nacjonalistyczne lub imperialne. Widać to nie tylko w nieszczerym przedstawianiu wojny przez Izrael jako „wyzwolenia”, ale także w sposobie, w jaki prawicowa część irańskiej diaspory dąży do uznania przez Zachód poprzez wymazanie feministycznych, kurdyjskich i queerowych wymiarów powstania. Podmioty te dążą do zawłaszczenia siły powstańczej, którą wyzwoliło hasło Jin, Jiyan, Azadî, jednocześnie pracując nad uniemożliwieniem jej powrotu w formie emancypacyjnej. Uderzające są podobieństwa do innych feministycznych powstań, takich jak Ni Una Menos („Ani jednej więcej”) w Ameryce Łacińskiej. W obu przypadkach radykalne wizje sprawiedliwości płciowej i zbiorowego sprzeciwu spotkały się z represjami więziennymi, wojskowymi i ideologicznymi. To, co wyłania się w tych kontekstach, to coś, co Verónica Gago opisuje jako globalną architekturę kontrataku: protestujący są kryminalizowani, technologie represji krążą transnarodowo, a wojna staje się środkiem dyscyplinowania politycznego pragnienia.

Wewnętrzne represje reżimu i zewnętrzna wojna jedynie dopełniły siłą zbrojną proces kontrrewolucyjny, który był już w pełni zaawansowany. Z tej perspektywy ostatnia wojna jawi się jako ostatnia faza tego procesu: 
nie jako środek „wyzwolenia Iranu”, ale jako wysiłek zmierzający do unicestwienia ostatnich pozostałości impetu wyzwolonego w 2022 roku i narzucenia zmiany reżimu zaaranżowanej z zewnątrz. Innymi słowy, bombardowania nie mają na celu emancypacji, ale mobilizację sił kontrrewolucyjnych na rzecz nowego porządku regionalnego i globalnego – kosztem ogromnych zniszczeń, ofiar wśród ludności cywilnej oraz długotrwałego uniemożliwienia transformacji społecznej dla przyszłych pokoleń.


Demonizacja lewicy: brama do skrajnej prawicy

Represje przeprowadzone przez reżim były jedynie pierwszą fazą kontrrewolucji. Trzeba też zrozumieć, jak „lewica” została skonstruowana jako wszechogarniająca kategoria wroga. W tej operacji wszystko, co broni równości, autonomii, pluralizmu językowego i politycznego, praw kobiet, samostanowienia, emancypacji uciskanych narodów czy sprawiedliwości społecznej, sprowadza się do „lewicy” i przedstawia jako zagrożenie egzystencjalne.

Tak postępuje reżim. Tak postępują również monarchiści. Podobnie postępują niektórzy irańscy reformiści lub republikanie, choć w bardziej subtelny sposób.

Ta demonizacja lewicy utorowała drogę do wzrostu popularności skrajnej prawicy. Co więcej, nie jest to nic nowego. Już za rządów Pahlavich (1919–1980) siły lewicowe kojarzono z chaosem, wywrotowością, zależnością od zagranicy lub wrogością wobec rozwoju. Po 1979 r. Islamska Republika rozszerzyła i zradykalizowała tę logikę, przeprowadzając eliminację niezależnych grup lewicowych; egzekucje (o czym nadal świadczą masowe groby w Khavaran); czystki; represje w Kurdystanie w imię „dżihadu” przeciwko Kurdom; oraz kryminalizację aktywistów pod etykietkami takimi jak „komunista”, „ateista”, „westernizowany” lub „kontrrewolucjonista”, a wszystko to przy paradoksalnym przywłaszczaniu sobie pewnego języka dotyczącego sprawiedliwości społecznej, antyimperializmu i sprawy palestyńskiej.

Państwowy „antyimperializm” nie kontynuuje tradycji emancypacji ani walki antykolonialnej. Przywłaszcza sobie symulakrum tej walki jako sposób na usprawiedliwienie przemocy wewnętrznej, kryminalizację opozycji, przedstawienie autorytarnego porządku jako postawy oporu oraz legitymizację apartheidu płciowego w imię „autentyczności kulturowej” – fasady mającej na celu odróżnienie go od Zachodu. To wyzyskiwawcze i nieuczciwe zawłaszczenie, które na pierwszy rzut oka może przywodzić na myśl modele takie jak stalinizm czy naserizm, przybrało w Iranie konkretną formę. Koncepcje emancypacyjne zostały przeformułowane w języku religijnym i mistycznym, podczas gdy państwowy antyimperializm został przekształcony w „cywilizacyjną” opozycję wobec Zachodu. Lewica stała się zatem wrogiem zarówno ze względu na swój sekularyzm, jak i zdolność do podważania monopolu reżimu na język sprawiedliwości społecznej i kwestię palestyńską.

Iran przedstawiał się na arenie międzynarodowej jako rdzeń „Osi Oporu” dla własnej korzyści, jednocześnie utrzymując tyraniczny porządek w kraju. Otworzyło to drogę do konsolidacji patriarchalnego porządku islamistycznego. W ten sposób dyskurs wyzwolenia został odwrócony w dyskurs dominacji, tłumiący autonomię kobiet i kryminalizujący demokratyczną opozycję.

Reformizm – jedyny nurt wywodzący się z legalnych partii politycznych, który konsekwentnie dzielił władzę z islamistami w Iranie, w tym sprawując prezydenturę przez siedemnaście lat – również odegrał decydującą rolę w tej demonizacji, rozpowszechniając bardziej rozmyte antylewicowe krytyki za pośrednictwem czasopism, artykułów redakcyjnych i różnych dzieł kultury. W imię stabilności, umiaru i rozwoju kojarzyli lewicę z irracjonalnością, dogmatyzmem, przemocą lub zależnością od zagranicy, jednocześnie minimalizując znaczenie wspieranego przez USA zamachu stanu z 1953 roku oraz represji wobec sił postępowych po 1979 roku.
Jednocześnie dyskurs reformistyczny często służył delegitymizacji ubogich i klasy robotniczej poprzez przedstawianie ich jako społecznej bazy konserwatyzmu religijnego, a nawet jako politycznie nieświadomej masy podatnej na autorytarne przejęcie. Bunt społeczno-gospodarczy przedstawiano jako wyraz rzekomej „natury” ubogich, co ponownie zaobserwowaliśmy podczas powstań w latach 2017–2018 oraz podczas ostatnich mobilizacji. W okresach kryzysu niektórzy reformiści przyjmowali nawet retorykę skupioną na „bezpieczeństwie”, opisując protestujących jako „terrorystów” i dążąc do neutralizacji radykalnych żądań poprzez szerzenie strachu.

Przedstawiony po wojnie irańsko-irackiej (1980–1988) jako droga stopniowej zmiany „od wewnątrz” – poprzez udział w wyborach, działania parlamentarne oraz formułę „presji od dołu, negocjacji od góry” – reformizm konsekwentnie ograniczał pole polityczne do dwóch alternatyw: reformy lub upadku. Takie ujęcie delegitymizowało wszelkie emancypacyjne zerwanie z dotychczasowym porządkiem, kojarząc je z syryjską sytuacją, ekstremizmem i zdradą interesu narodowego. Po prawie dwóch dekadach doświadczeń reformiści zaczęli postrzegani być nie tyle jako alternatywa dla reżimu, co jako jeden z mechanizmów jego reprodukcji. Hasło z lat 2017–2018 – „Reformiści, konserwatyści, dla was obu gra się skończyła” – wyraża to wystarczająco elokwentnie.

Jednak pomimo kryzysu legitymizacji nurt reformistyczny nadal się odtwarza, zarówno w Iranie, jak i w diasporze, szczególnie wśród niektórych elit nacjonalistycznych, a czasem także w kręgach zwolenników podziału na obozy. Na przykład Fariba Adelkhah, francusko-irańska antropolog i pracownica naukowa francuskiego uniwersytetu Sciences Po, która była przetrzymywana w Iranie od 2019 do 2023 roku, opublikowała 14 stycznia 2026 r. – zaledwie kilka dni po krwawych masakrach z 8 i 9 stycznia – tekst który idealnie wpisuje się w reformizm diaspory, który pod pozorem ostrożności metodologicznej odtwarza narrację wrogą wobec lewicy i upadku reżimu. Zgodnie z myśleniem reformistycznym pewna forma wewnętrznej mediacji w ramach reżimu – pozwalająca ludziom na „debatę bez uciekania się do przemocy”, jak to ujął Adelkhah – może być nadal możliwa, pomimo oczywistego upadku tej perspektywy w hasłach, praktykach i formach upolitycznienia, które ukształtowały ostatnie powstania. Odrzucając wszelkie alternatywy niebędące reformistycznymi i zbliżając się do kampizmu w imię antyinterwencjonizmu, reformizm pośrednio pomógł zrehabilitować monarchizm.

Fakt, że niektóre postacie obozowe, dekolonialne lub pseudo-antyimperialistyczne rozpowszechniały we Francji swoją interpretację Adelkhah, ujawnia bliskość między argumentami obozowymi a kontrrewolucyjnymi stanowiskami irańskich reformistów. W imię ostrożności i antyingerencji stanowiska te mają tendencję do odwracania rozmowy od represji, delegitymizując powstania ludowe i dostarczając pośredniego uzasadnienia dla przemocy, jaką stosują autorytarne państwa postkolonialne. Prądy kampistowskie, które sprowadzają każdy irański kryzys do konsekwencji sankcji lub ingerencji Zachodu, w końcu wybielają irański reżim. Podporządkowując walki o klasę, płeć i wyzwolenie abstrakcyjnej geopolityce, pomaga to opróżnić samą ideę emancypacji z jej konkretnej treści, pozostawiając prawicy monopol na radykalną krytykę istniejącego porządku.

Kiedy odmawia się przemyślenia wewnętrznej wojny, jaką reżim prowadzi przeciwko własnemu narodowi, każde potępienie wojny zewnętrznej pozostaje politycznie niekompletne. Taka logika doprowadziła niektóre dekolonialne nurty obozowe do znieważenia rewolucyjnego powstania Jina w 2022 roku poprzez nazwanie go „Kobieta, Życie, Syjonizm”, jak uczyniła to we Francji organizacja Paroles d’Honneur (PDH). Rezultat jest ten sam: zamknięcie horyzontu rewolucyjnego otwartego w 2022 roku, izolacja sił ludowych i lewicowców oraz wyparcie pragnienia zerwania z dotychczasowym porządkiem na rzecz rozwiązań reakcyjnych.

Z tej reformistycznej i obozowej perspektywy każdy projekt emancypacyjny, który odbiega od Realpolitik, jest przekształcany w „radykalizm” i wypychany poza granice legalnej polityki. Ta strategia dyskwalifikacji pozostawiła prawicy monopol na radykalizm; w konsekwencji te dwa nurty stają się, jeśli nie sojusznikami, to przynajmniej wspólnikami w rosnącej sile rojalistów, których gałąź diasporowa stanowi dziś formę skrajnej prawicy.

W diasporze monarchiści usystematyzowali i zintensyfikowali demonizację lewicy. Przy wsparciu międzynarodowych mocarstw i Izraela oraz dysponując znacznymi zasobami finansowymi i medialnymi, przepisują historię, sprowadzając kryzysy Iranu do fitny („buntu”) z 1979 roku i „zdrady lewicy”. Wykorzystują oni błędy części lewicy, takie jak poparcie Partii Tudeh dla Islamskiej Republiki w imię antyimperializmu, jako pretekst do tego, utożsamiając lewicę z Islamską Republiką, podobnie jak rosyjska lewica była historycznie kojarzona ze stalinizmem. Jako etykieta „lewica” staje się w ten sposób zniewagą, narzędziem wykluczenia wymierzonym w każdego, kto sprzeciwia się pahlavizmowi – w tym w aktywistów praw człowieka, republikanów, liberałów, a nawet więźniów politycznych, takich jak Narges Mohammadi, która nigdy nie identyfikowała się z lewicą.
Jest to sposób na odpolitycznienie odpowiedzialności struktur monarchistycznych i Zachodu, przy jednoczesnym skierowaniu społecznego gniewu w stronę kontrrewolucyjnej nostalgii. W tym kontekście zwolennicy „Osi Oporu”, którzy popierają ją poprzez wybielanie zbrodni reżimu, stają się nieświadomymi pomocnikami skrajnej prawicy. Twierdząc, że w przypadku upadku reżimu nie istniałaby żadna alternatywa dla monarchizmu, ostatecznie dochodzą do wniosku, że nie powinno dojść do żadnego powstania. Otwiera to przestrzeń dla faszystowskiego populizmu i skrajnej prawicy, zwłaszcza w diasporze, jednocześnie izolując radykałów na wygnaniu.

Reformiści i monarchiści, często sytuujący się w horyzoncie neoliberalnym i w dużej mierze nietolerancyjni wobec pluralizmu etniczno-narodowego, mają tendencję do wzajemnego wzmacniania się, stając się czasami faktycznymi sojusznikami. Popularne powiedzenie „Lewica nigdy nie zrozumiała”, silnie ożywione przez obie strony tuż przed powstaniem w 2026 roku, ilustruje skuteczność dyskursu antylewicowego.

Powstaje trójstronna konwergencja między Islamską Republiką, reformistami i monarchistami: pomimo deklarowanych antagonizmów wszyscy dążą do neutralizacji emancypacyjnych alternatyw wyłaniających się z lewicy, feminizmu i uciskanych narodów, zamykając w ten sposób horyzont, który otworzył się w 2022 roku dzięki hasłom takim jak „Ani monarchii, ani Najwyższego Przywódcy: wolność i równość”. Prawa tych grup są przedstawiane jako egzystencjalne zagrożenie dla różnych form autorytaryzmu, czy to teokratycznego, sekularno-centralistycznego, czy monarchicznego. Wskazanie „lewicy” jako głównego wroga toruje drogę do prawicowej kontrrewolucji lub, w razie potrzeby, wojny.

Wojna jako kontrrewolucja pod pozorem wyzwolenia

Brutalne stłumienie przez Islamską Republikę powstania Jin, Jiyan, Azadî w 2022 r. zmieniło warunki, w jakich szerokie warstwy irańskiego społeczeństwa mogły sobie wyobrazić samą „wolność”. Odrzucając powszechne żądania sprawiedliwości płciowej, transformacji demokratycznej i autonomii etniczno-narodowej, reżim pogłębił i tak już poważny kryzys legitymizacji i zerwał to, co pozostało z umowy społecznej. Skutkiem tego było nie tylko załamanie zaufania między państwem a społeczeństwem, ale także osłabienie zbiorowej zdolności do wyobrażania sobie wyzwolenia jako wewnętrznego projektu politycznego.

To pęknięcie stworzyło niebezpieczne pole polityczne. W miarę jak drogi do reform, uznania i uczestnictwa były systematycznie zamykane, idea wolności coraz bardziej splatała się z nadziejami na rozwiązanie z zewnątrz. Wojna, niegdyś postrzegana przede wszystkim jako destrukcyjna antyteza emancypacji, zaczęła być w niektórych kręgach – nawet wśród niektórych myślicieli antykolonialnych – postrzegana w sposób bardziej niejednoznaczny: nie jako coś pożądanego samo w sobie, ale jako potencjalny środek do obalenia brutalnie zakorzenionego reżimu.

Zmiany tej nie należy mylić z poparciem dla militaryzmu. Ujawnia ona raczej głęboką transformację podmiotowości politycznej – za którą odpowiedzialność ponosi Islamska Republika. Poprzez dziesięciolecia represji – a zwłaszcza poprzez bezlitosną reakcję na powstania z 2022 i stycznia 2026 roku – reżim nie tylko uniemożliwił reformy; zmienił on ramy, w których rozumie się przemoc, zerwanie i wyzwolenie. W książce Frames of War Judith Butler twierdzi, że kiedy państwo sprawia, że części społeczeństwa stają się nie do rozpoznania lub zbędne, przekształca ono afektywne i epistemiczne warunki, w których rozumie się przemoc. W przypadku Iranu przyczyniło się to do niebezpiecznego zatarcia różnicy między unicestwieniem a zbawieniem, zniszczeniem a wyzwoleniem.

Wydarzenia z 8 i 9 stycznia 2026 r. stanowią tego szczególnie jaskrawy przykład. Podczas ostatniego masowego powstania rewolucyjnego reżim wprowadził niemal całkowite odcięcie dostępu do internetu i łączności telefonicznej oraz dążył do przywrócenia „porządku” poprzez połączenie represji, izolacji i terroru. W styczniu znany okulista opublikował film, w którym stwierdził, że w jednym szpitalu (Farabi) w Teheranie tylko w nocy z 8 na 9 stycznia przeprowadzono tysiąc operacji, aby leczyć protestujących postrzelonych bezpośrednio w oko ostrą amunicją. Szpitale zamieniono w ośrodki detencyjne zamiast miejsc opieki, a wielu rannych przeniesiono do więzień, gdzie niektórych poddano doraźnej egzekucji. Ciała zabitych protestujących ułożono w stosy w chłodniach; niektóre z nich były nie do rozpoznania w wyniku brutalnego traktowania. Filmy pokazują rodziny w kostnicach, płaczące, szukające swoich dzieci lub próbujące zidentyfikować ciała swoich bliskich. Wśród tych obrazów widać niemowlęta i nastolatków zabitych w wyniku ostrzału.

Wiele ofiar nadal jest zaginionych. Według raportu irańskiego uniwersytetu co najmniej pięćdziesiąt kobiet zostało pochowanych anonimowo, ponieważ nie można było ich zidentyfikować. Ciała zwracane rodzinom były czasami wydawane tylko w zamian za opłatę, często pod pretekstem „opłaty za pocisk”, lub rodziny były zmuszane do oświadczenia, że ich krewni byli członkami Basij [paramilitarnej ochotniczej milicji w ramach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej] i zostali zabici przez protestujących. Pogrzeby, często przeprowadzane pod ogromną presją służb bezpieczeństwa, odbywały się w ciszy, bardzo wcześnie rano lub późno w nocy. W niektórych przypadkach ciała były chowane bez poinformowania rodzin. Dane wskazują na około 10 000 ofiar śmiertelnych, ponad 11 730 spraw nadal w toku, ponad 25 000 rannych, ponad 52 000 aresztowań i co najmniej 337 wymuszonych zeznań. Reżim stosował przemoc nie tylko w celu represjonowania, ale także terroryzowania społeczeństwa.

Historie śmierci, zaginięć i aresztowań nadają konkretne znaczenie hasłu: „Basij, Sepah, nasz Daesh, to wy”. [Sepah to termin określający Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej; Daesh to termin określający Państwo Islamskie].

W próżni politycznej spowodowanej tą państwową przemocą siły monarchistyczne i prawicowe znalazły okazję do ekspansji. Wzrost popularności Pahlaviego nie wskazywał na masowy zwrot ideologiczny w kierunku monarchizmu, a raczej był oznaką rosnącego przekonania, że zerwanie z reżimem nie będzie możliwe bez interwencji zewnętrznej. Jako postać najbardziej widocznie kojarzona z międzynarodowym poparciem – zwłaszcza izraelskim – stał się on dla części społeczeństwa uosobieniem najbardziej wiarygodnego nośnika narzuconego z zewnątrz „wyzwolenia”. Atrakcyjność Pahlaviego wynikała nie tyle z pozytywnego pragnienia przywrócenia monarchii, co z przekonania, że uosabiał on, w praktycznym sensie, projekt zmiany reżimu poprzez wojnę.

Reżim z kolei zareagował nasileniem retoryki dotyczącej „bezpieczeństwa”, nazywając protestujących „terrorystami”, „szpiegami” i agentami zagranicznymi oraz torując drogę do nowych egzekucji pod zarzutami takimi jak moharebeh („prowadzenie wojny przeciwko Bogu”). Powstało błędne koło: represje zamknęły możliwości emancypacyjne od wewnątrz, podczas gdy powstała w ich wyniku próżnia skłoniła ludzi ku reakcyjnym rozwiązaniom z zewnątrz. Właśnie w tym kontekście kontrrewolucja mogła zostać zamaskowana jako zbawienie.

Eskalację militarnych działań izraelsko-amerykańskich przeciwko Iranowi w latach 2025 i 2026 należy rozumieć w tym kontekście. Na zewnątrz wojnę uzasadniano retoryką o irańskim „wyzwoleniu”. Dyskurs ten nie został jedynie narzucony z zewnątrz przez siły imperialne; w zakresie, w jakim niektóre sektory irańskiego społeczeństwa go zaakceptowały, było to wynikiem zniszczeń, jakie spowodował sam reżim.

Fakt, że jawnie cyniczne zawłaszczenie języka feministycznego i demokratycznego przez państwo kolonialne i apartheidowe mogło wydawać się komukolwiek wiarygodne, sam w sobie świadczy o głębokości rozpaczy panującej w Iranie. Groteskowe odwołanie się Netanjahu do „wolności” jest jaskrawym przykładem imperialnej kooptacji dyskursu o wyzwoleniu. Symboliczne zawłaszczenie emancypacyjnego języka Jin, Jiyan, Azadî ułatwiły nie tylko niektóre kręgi irańskiej prawicy, ale także pewne zachodnie liberalne feministki, dla których wybiórcza solidarność z irańskimi kobietami nie kłóciła się z milczeniem na temat ludobójstwa, dominacji kolonialnej i wojny w regionie.

Nie jest to nic nowego. Jak wykazali naukowcy tacy jak Lila Abu-Lughod i Mahmood Mamdani, mocarstwa imperialne wielokrotnie instrumentalizowały język dotyczący praw kobiet, ochrony mniejszości i demokracji w celu legitymizacji interwencji wojskowej – na przykład w Iraku i Afganistanie. Godne uwagi jest tutaj to, w jakim stopniu dyskurs ten może znaleźć oddźwięk w społeczeństwie zniszczonym przez rządy autorytarne. Lata represji, ideologicznego przymusu i konsolidacji nacjonalistycznej tak bardzo rozbiły świadomość polityczną, że to, co normalnie uznano by za imperialną agresję, dla niektórych mogło wydawać się jedynym możliwym rozwiązaniem. Jest to konsekwencja systematycznego niszczenia wewnętrznych alternatyw politycznych. Zadaniem analizy nie jest zatem wydawanie moralnych osądów na temat tego postrzegania, ale zrozumienie, co je wywołało. Jaki reżim doprowadza ludzi do punktu, w którym bomby zewnętrznego imperialistycznego agresora mogą wydawać się mniej nie do zniesienia niż kontynuacja krajowej dominacji?

Gdyby reżim zareagował na hasło „Jin, Jiyan, Azadî” z odrobiną odpowiedzialności lub otworzył choćby najmniejsze pole do demokratycznej transformacji, narracja o wojnie jako zbawieniu pozostałaby marginalna. Zamiast tego reżim kryminalizował sprzeciw, nasilił represje wobec Kurdów, Beludżów, kobiet i innych sił opozycyjnych oraz przedstawiał każde żądanie sprawiedliwości jako zagraniczną infiltrację. W ten sposób nie tylko zniweczył warunki wewnętrznych zmian, ale także przygotował grunt dla mocarstw imperialnych, aby nieuczciwie przedstawiały się jako agenci wyzwolenia. Wewnętrzny autorytaryzm i zewnętrzny militaryzm nie stoją w prostej opozycji; wzajemnie się wzmacniają, nawet jeśli pozostają asymetryczne.Konieczne jest podkreślenie tej asymetrii.

Poważnym błędem analitycznym i politycznym jest traktowanie Izraela i Islamskiej Republiki jako równoważnych podmiotów. Ciesząc się pełnym poparciem Stanów Zjednoczonych, Izrael pozostaje głównym agresorem zewnętrznym: państwem kolonialnym i osadniczym zaangażowanym w ludobójstwo w Strefie Gazy, stałą okupację Zachodniego Brzegu oraz szerszy projekt zmilitaryzowanej dominacji regionalnej. Natomiast Islamska Republika nie jest architektem tego imperialnego porządku, ale jednym z jego celów – nawet jeśli pozostaje autorytarnym i patriarchalnym reżimem głęboko współwinnym militaryzacji regionu poprzez własne ekspansjonistyczne, quasi-imperialne ambicje (szczególnie w Syrii, gdzie jej interwencja przyczyniła się do masowych zbrodni).  Izrael i Iran nie są symetrycznymi mocarstwami, ale są głęboko ze sobą powiązane. Każdy z nich na swój sposób wykorzystuje wojnę do zarządzania kryzysem: Izrael poprzez skierowanie zbrojnej przemocy na zewnątrz, a Islamska Republika poprzez powoływanie się na zewnętrzne zagrożenia w celu uzasadnienia wewnętrznych represji. W obu przypadkach wojna funkcjonuje jako siła kontrrewolucyjna: dyscyplinuje nadzieję, zawęża wyobraźnię polityczną i ponownie narzuca patriarchalne, nacjonalistyczne i etatystyczne formy „porządku” w opozycji do pluralistycznej, feministycznej i subalternistycznej perspektywy otwartej przez Jin, Jiyan, Azadî.

Wyzwanie polityczne jest zatem dwojakie. Musimy przeciwstawić się imperializmowi nie tylko jako agresji militarnej, ale także jako projektowi dyskursywnemu, który przywłaszcza sobie język wolności w celu zniszczenia polityki emancypacyjnej. Jednocześnie musimy zlikwidować krajowe struktury autorytarne, które sprawiają, że takie imperialne zawłaszczenia wydają się wiarygodne. Polityka antywojenna adekwatna do obecnej sytuacji w Iranie musi zatem być zarówno antyimperialistyczna, jak i antyautorytarna. Musi odrzucać fałszywy wybór między bombami a masakrami, między zniszczeniem a więzieniami, między interwencją zagraniczną a represjami wewnętrznymi.

Podtrzymywanie takiej polityki oznacza odzyskanie rewolucyjnej treści hasła „Jin, Jiyan, Azadî” jako żywego horyzontu politycznego. Horyzont ten odrzuca sprowadzanie polityki do militaryzmu, nie pozwala, by wyzwolenie definiowano poprzez wojnę, i zapobiega zawłaszczaniu walk feministycznych, kurdyjskich i subalternistycznych zarówno przez mocarstwa imperialne, jak i elity nacjonalistyczne. Pytanie nie dotyczy tylko tego, jak obalić autorytarny reżim, ale jak zapobiec sytuacji, w której upadek dzisiejszego porządku utoruje drogę jutrzejszej tyranii. Dopóki pragnienie zmiany pozostaje uwięzione między krajowym autorytaryzmem a imperialną agresją, zniszczenie będzie udawać zbawienie.


Słowo na koniec

Iranu nie da się zrozumieć poprzez uproszczone dychotomie – reżim kontra opozycja, wojna kontra pokój, reforma kontra rewolucja. Bardziej przydatne jest postrzeganie obecnej chwili jako konfrontacji między dwoma horyzontami. Pierwszy, otwarty przez Jin, Jiyan, Azadî, to horyzont emancypacyjny oparty na sprawiedliwości społecznej, pluralizmie i transformacji od dołu. Drugi to horyzont kontrrewolucyjny, który przybiera różne formy – teokratyczną, reformistyczną, monarchistyczną, obozową, zmilitaryzowaną, imperialną.

Autorytaryzm nie opiera się wyłącznie na represjach. Działa również poprzez przejmowanie symboli, demonizowanie lewicowych alternatyw, fabrykowanie wrogów wewnętrznych, pozbawianie wyobraźni społecznej możliwości oraz legitymizowanie wojny jako rozwiązania kryzysu. Po stłumieniu powstania Jina w 2022 r. wyczerpanie i rozczarowanie – ukształtowane przez pamięć o latach 2009, 2017 i 2019 – umożliwiły zarówno Islamskiej Republice, jak i części opozycji na wygnaniu ponowne potwierdzenie logiki etatystycznej, czy to teokratycznej, czy nacjonalistycznej, oraz ograniczenie rewolucyjnego otwarcia w ramach znanego dyskursu o bezpieczeństwie, męskości i etnonacjonalizmie.

Jednak przemoc kontrrewolucji ujawniła również siłę powstania, które starała się stłumić. Jak stwierdza Międzynarodowy Manifest Ludowy: „Za każdym faszyzmem kryje się nieudana rewolucja”. Atak Izraela na Iran, wraz z ograniczonym poparciem, jakie otrzymał on ze strony części irańskiej opozycji, należy rozumieć jako reakcyjną odpowiedź na przerwany proces rewolucyjny. Represje wobec ruchu Jin, Jiyan, Azadî nie były końcem ruchu, ale dowodem jego siły politycznej. Ujawniając splot płci, klasy, rasy i terytorium w autorytarnym porządku Iranu oraz otwierając horyzont pluralistycznej solidarności, ruch ten nadal nawiedza teraźniejszość jako utajoną alternatywę dla zmilitaryzowanej normalności naszych czasów.

Patrząc z szerszej perspektywy, widzimy, że sekwencja represji w ciągu ostatniego półwiecza przebiegała zgodnie z jedną logiką. Rewolucyjna możliwość, która otworzyła się w 2022 roku, została najpierw symbolicznie zaatakowana przez nacjonalistów – w tym prądy reformistyczne, republikańskie, obozowe i monarchistyczne, zwłaszcza w diasporze – następnie zmiażdżona przez reżim, przede wszystkim w masakrze ze stycznia 2026 roku, a w końcu przejęta przez imperialistyczną wojnę z lutego. W każdym przypadku stłumiono możliwość powstania Iranu opartego na równości, autonomii, pluralizmie, sprawiedliwości społecznej, politycznej centralności kobiet i walk queerowych oraz samostanowieniu uciskanych narodów.

Zewnętrzna interwencja nie dopełnia rewolucji. Raczej ją neguje. Przesuwa polityczny środek ciężkości z dala od walki ludowej, osłabia warunki autonomicznej organizacji i narzuca agendę geopolityczną, która jest obca wewnętrznej dynamice. Waszyngton i Tel Awiw nie chcą wolnego Iranu, ale Iranu osłabionego militarnie, ustabilizowanego wewnętrznie za pomocą środków autorytarnych i zredukowanego do podrzędnej pozycji w porządku regionalnym i globalnym – Iranu zdyscyplinowanego tak, by nie stanowił już zagrożenia geopolitycznego, Iranu ponownie zakotwiczonego w stosunku do Zachodu i wystarczająco kontrolowanego, by nie zakłócał porządku regionalnego. Chcą Iranu, który nie jest w stanie zmienić układu sił, który nie może wywierać wpływu na przepływ kapitału, korytarze wpływów ani dostęp do zasobów energetycznych, zwłaszcza ropy naftowej. Tego rodzaju „stabilność” nie jest pokojem narodów, ale formą polityczną wymaganą do uczynienia Iranu podatnym na rządy i eksploatację w celu włączenia go do globalnego porządku kapitalistycznego i imperialnego.

Przyszłość Iranu zależy zatem od zachowania politycznej autonomii walk ludowych. Oznacza to odrzucenie Islamskiej Republiki, monarchistycznej restauracji, reformizmu ugodowego oraz logiki wojny narzuconej przez mocarstwa imperialne. Wyzwaniem nie jest po prostu obalenie jednego reżimu, ale jednocześnie zapobieżenie powstaniu innej formy dominacji.

Tłumaczenie


Strona ma charakter tylko i wyłącznie informacyjny. Nie namawiamy nikogo do łamania prawa.