Skontaktuj się z nami

Hej, czego szukasz?

161 CREW

Aktywizm

Zostawmy 11 listopada za nami

Za nami kolejny 11 listopada. W kraju, w którym żyjemy, jest to wielkie święto nacjonalizmu, konserwatyzmu, uprzedzeń i nienawiści. Święto radości z faktów, na które nie miało się wpływu. Święto poddaństwa wobec Kościoła i polityków. Święto rac oraz faszystowskich symboli dumnie powiewających obok biało-czerwonych flag. Święto okrzyków powielanych bezwolnie, często bez zastanowienia się nad ich znaczeniem.

Święto zwieńczone marszem w Warszawie, w którym idzie ponad 100 tysięcy ludzi. Nie ma w tym marszu ani jednego elementu, który świadczyłby o tym, że jest to marsz radosny, pozytywny. Ale za to jest to marsz, o którym przez tydzień mówią wszystkie media, a samego 11 listopada staje się on filmem trwającym 24 godziny na wszystkich kanałach informacyjnych — komentowanym zarówno z lewej, jak i prawej strony sceny politycznej. Czasem przerywany krótkimi przebitkami z wydarzeń z innych miast. Czasem przerywany relacją o bombardowaniu Ukrainy lub Gazy, albo informacją o wypadku śmiertelnym.

I tylko osoby bardzo zainteresowane, które są znajomymi znajomych organizatorów, słyszały, że tego samego dnia, w tej samej Warszawie, odbywa się inny marsz — „Za wolność waszą i naszą”. Wydarzenie organizowane przez środowiska antyfaszystowskie, anarchistyczne, pro-uchodźcze oraz szeroko pojętą lewicę pozaparlamentarną. Ten NASZ marsz zgromadził około 2 tysiące osób. Tak, 2 000 osób. Zaryzykuję stwierdzenie, że zdecydowana większość znała się osobiście z różnych wydarzeń. Dodam, że to NASZE wydarzenie organizowane jest w tym samym miejscu, w bardzo podobnej formie od kilku lat — i od kilku lat liczebność uczestników nie rośnie.

I teraz powstaje pytanie: czy w tym kraju faktycznie jest tak duża dysproporcja wyznawców nacjonalizmu i konserwatyzmu wobec osób o poglądach równościowych i antyfaszystowskich? 50 do 1? Śmiem twierdzić, że nie. Więc dlaczego tak to wygląda? Dlatego, że cały mainstream jest sfokusowany na transmisję marszu narodowców. Prawie tak, jakby był to dzień meczu reprezentacji w walce o finał mistrzostw świata. I nic innego się nie przebije. Nic innego nie dotrze do przeciętnego Kowalskiego. Bo dzisiaj jest tylko ten mecz.

I dokładnie tak jak w dzień meczu, pojawia się zwykły strach zwykłych ludzi — strach przed „dostaniem w mordę” za prezentację innych poglądów. Dokładnie tak jest i nie ma co tego zakłamywać. Nawet dojrzałe osoby, wychodząc z domu, widzą przestraszone twarze najbliższych. Często kończy się to kłótnią, bo rodzina, bo praca, bo „a jak ci coś zrobią?”, „po co się narażasz?”, „co to da?”. Ile razy były powroty, gdy idziesz w małej grupie i wiesz, że na tych samych ulicach wracają wielkie bandy tych, którzy przed chwilą wykrzykiwali dla ciebie życzenia śmierci.

Podsumowując — mam takie przemyślenie, żeby zostawić ten 11 listopada „idiotom do zabawy”, a sami stwórzmy swoje święto innego dnia. Tak, aby zawładnąć tym dniem i stać się jedynym wydarzeniem, na którym skupią się dziennikarze. Wtedy będziemy mieli szansę dotrzeć do zwykłych ludzi ze swoim przekazem i zachęcić ich do udziału w NASZYM święcie.

Data jest drugorzędna — w kalendarzu jest wiele dni, które można wykorzystać na NASZE święto. Miejsce? Może być Warszawa, ale może to być inne miasto — np. Łódź o robotniczych korzeniach albo szeroko pojęty Śląsk. Trzeba to zrobić zgodnie z zasadą pracy u podstaw: zacząć organizację rok wcześniej, z podziałem obowiązków, z planem tego, co chcemy osiągnąć. Z zapraszaniem zwykłych ludzi, którym nie jest obojętny los bliźniego. Z atrakcyjną ofertą spędzenia tego dnia z nami.

Bez polityków, za to z ideologicznym przekazem — na przykład o prawach pracowniczych. Tak, żeby następnym razem Kowalski powiedział do Nowaka: „Chodź, byłem w zeszłym roku, dowiedziałem się, jak walczyć o wynagrodzenie za nadgodziny, dostałem poradę prawną w sprawie kredytu z banku, albo jak dostać się do lekarza specjalisty.”

Nie musimy powielać ich aktywności — możemy stworzyć własne. Ale wiem jedno: nie ma sensu walić głową w mur i próbować przebić się 11 listopada. Bo dalej będziemy marginalizowani i żyli w poczuciu przegranej 50 do 1.


Komentarze

Strona ma charakter tylko i wyłącznie informacyjny. Nie namawiamy nikogo do łamania prawa.