Skontaktuj się z nami

Hej, czego szukasz?

161 CREW

Publicystyka

Co nas łączy i co nas dzieli – polemika ze strony 161 Crew

Niedawno opublikowaliśmy nadesłany do nas przez czytelnika artykuł, który odnosił się do pewnego sloganu na łódzkiej demonstracji i sytuacji z nim związanej.

Nie da się ukryć, że materiał wywołał spore poruszenie. Oczywiście nie bierzemy nawet pod uwagę setek komentarzy od wszelkiego rodzaju mniej lub bardziej skrajnych prawicowców, z których zresztą większość nie doszła dalej niż do grafiki reklamującej artykuł. Ich opinia absolutnie nas nie obchodzi i nie zamierzamy tracić czasu na bezowocne „dyskusje” ani udostępniać naszych mediów społecznościowych jako platformy do promowania poglądów dla tego typu osobników.

Artykuł wywołał jednak sporo kontrowersji u ludzi po bardziej naszej stronie barykady. Tak jak obiecywaliśmy, z naszej strony musiała pojawić się polemika. Po pierwsze, bo nie ze wszystkimi wnioskami autora po prostu się zgadzamy, a po drugie, bo dyskusje w ruchu są bardzo ważne i powinny odbywać się częściej.

Zacznijmy od tego, z czym się zgadzamy – autor dobrze podsumowuje, jak polityczne hieny ze skrajnej prawicy próbują użyć sprawy do nakręcenia oburzenia, najzwyczajniej w świecie zmyślając treść krzyczanego hasła. Nieważne, że na filmiku można usłyszeć co innego. Jeśli fakty się nie zgadzają, tym gorzej dla faktów. Dochodzi nawet do takich absurdów, jak zgłaszanie do prokuratury donosu na „antifę” za przestępstwo krzyczenia hasła, którego nikt nie krzyczał. Teatr musi trwać, a skrajnie prawicowi politycy muszą wykazywać się ciągłą czujnością w tropieniu wrogów narodu, którzy przecież atakują z każdej strony.

Zgadzamy się, że hasło jest żenujące i absolutnie nie powinniśmy wzorować się na prawicowej kibolce i zapożyczać niczego z ich repertuaru. Nie mówiąc już o tym, że krzyczenie o jakimkolwiek „zajebywaniu” przez osobę wobec której są wątpliwości, że jest w stanie zrobić coś więcej niż rzucenie takiego hasła, jest po prostu tą osobę ośmieszające. Zostawmy bajki o mordowaniu wrogów naszym przeciwnikom, razem z ich fantazjami o byciu współczesną husarią i innych prawach wilka. Oprócz poczucia żenady nie wzbudziło u nas to jednak aż tak mocnych reakcji jak u autora, tym bardziej że organizatorzy łódzkiej demonstracji od razu odsunęli krzyczącą osobę od megafonu i był to de facto mało znaczący epizod.

I tutaj dochodzimy do głównego punktu, z którym się nie zgadzamy. Autor napisał: „Nie boję się stwierdzenia, że mam więcej wspólnego z przeciętnym faszystą czy nazistą niż z górnym procentem naszej populacji spasionym na pracy naszych rąk.”

Możemy mieć z nimi więcej wspólnego niż z przedstawicielem klasy rządzącej czy miliarderem, ale autor wydaje się tutaj jednak zapominać, że oprócz wspólnego czynnika klasowego mamy swoje OGROMNE różnice. Twierdzenie, że faszystowscy bojówkarze nie są naszym prawdziwym wrogiem po prostu nie odpowiada rzeczywistości. Oczywiście część z nich może być zmanipulowana. Być może nie każdy jest tam osobą całkowicie pozbawioną nadziei na poprawę. Ostatecznie jednak większość z nich ma własny mózg i wybrała taką, a nie inną ideologię. To oni wybrali bycie chłopcami na posyłki władzy.

To oni podczas Strajku Kobiet na zawołanie prezesa Kaczyńskiego stawili się, aby „bronić kościołów” i atakować demonstracje, służąc za współczesny odpowiednik ORMO. To oni z chęcią będą rozbijać „lewackie strajki”, gdy będzie trzeba, albo jak ostatnio aktywiści z MW staną po stronie dewelopera. Nikt ich nie zmusza do takiego podejścia. Większość z nich słysząc zdanie o tym, że „nie jesteśmy waszymi wrogami”, wybuchłaby gromkim śmiechem. Bądź co bądź otwarcie i stale deklarują oni chęć zniszczenia wszystkiego, co inne, lewicowe i niepasujące do ich wizji świata. Prawicowe portale pełne są fantazji o obozach, deportacjach, „wieszaniu zamiast liści”, zrzucaniu z helikopterów czy też innych, zdecydowanie mało przyjaznych czynnościach wobec nas. Podczas gdy autor artykułu uważa, że nie powinniśmy na nich skupiać swojej agresji i pisze o tym, jak mamy ze sobą wiele wspólnego, my z uwagą słuchamy tego, co o nas mówią. I zdecydowanie wierzymy im na słowo.

Oczywiście pełna zgoda, że skrajna prawica i faszystowskie bojówki są najczęściej symptomem kapitalizmu w kryzysie. I oczywiście prawda, że nie ma skutecznego antyfaszyzmu bez antykapitalizmu. I również prawda, że powinniśmy pamiętać o tym, że jesteśmy ruchem politycznym. I być może niektórym aktywistom z prawa w pewnym momencie otworzą się oczy. Gdy przestaną nimi być, możemy powrócić do rozmów o tym, co nas łączy. Do tego czasu będziemy ich traktować jako zagrożenie, którym są, i adekwatnie na nie reagować. W innym wypadku może się okazać, że stracimy pole do jakiejkolwiek działalności przeciwko kapitalizmowi i przestrzeń do tego, aby prowadzić w miarę swobodne życie bez strachu i obaw o bezpieczeństwo swoje i naszych bliskich.


Strona ma charakter tylko i wyłącznie informacyjny. Nie namawiamy nikogo do łamania prawa.